Fulbright talks: Maciej Kerlin

Odcinek 7 – O drodze z Kaszub do Lozanny dzięki Programowi BioLAB

Podcast Fulbright Talks to rozmowy ze stypendystami i stypendystkami Programu Fulbrighta i Programu BioLAB reprezentującymi różne dziedziny nauki. W rozmowach opowiadają o swoich pasjach badawczych i życiowych: o tym co jest dla nich ważne, co ich motywuje do działania, jak spełniają swoje marzenia, czym się obecnie zajmują naukowo i w jaki sposób amerykańska przygoda wpłynęła na ich życie zawodowe i osobiste.

Gość odcinka

Gość: Maciej Kerlin

Maciej dorastał na Kaszubach. Studia z Biotechnologii Molekularnej ukończył na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie studiował dynamikę chromatyny u roślin. Podczas studiów zdobywał doświadczenie naukowe na wymianie Erasmus w Paryżu i podczas stażu BioLAB w OMRF w Oklahoma City w USA. Potem powrócił do Paryża, gdzie na Sorbonie uzyskał doktorat z genetyki i epigenetyki za badania nad organizacją genomu w komórkach raka piersi. Obecnie, w ramach postdoca w Lozannie, w Szwajcarii łączy pracę naukową z byciem asystentem na Uniwersytecie. 

Posłuchaj na Youtube

Jeśli treść się nie wyświetla, skorzystaj z odnośnika, aby posłuchać bezpośrednio w serwisie Youtube: https://youtu.be/ehtj5FjdHSg.

Podcast Fulbright Talks jest też dostępny w Spotify, Apple Podcast i Google Podcast. Kliknij poniżej aby przejść na stronę wybranej platformy.

Transkrypcja

Fulbright Talks, rozmowy o nauce, pasjach i amerykańskiej przygodzie.

Cześć, witam Was w podcaście Fulbright Talks, a zacznę od nowej polecajki. W związku z tym, że miałam przyjemność poprowadzić sesję na temat budowania społeczności absolwentów i absolwentek różnych programów w ramach NGOsów podczas szkoły zimowej kolegium Europy Wschodniej i tam dowiedziałam się o podcaście Talk Eastern Europe i bardzo Wam polecam ten podcast do odsłuchania.

Chłopaki nagrywają co tydzień, także odcinków jest sporo, jest to oficjalny podcast magazynu New Eastern Europe i co tydzień pomaga on słuchaczom i słuchaczkom lepiej zrozumieć złożoność Europy Środkowej i Wschodniej od wojny w Ukrainie, po niedawne wybory w Polsce i wszystko co się pomiędzy tymi wydarzeniami działo.

Także zachęcam Was bardzo do sprawdzenia ich podcastu, link znajdziecie w opisie do odcinka albo możecie też poszukać po prostu w internecie wpisując Talk Eastern Europe, także bardzo polecam.

A teraz już przechodzę do naszej głównej części podcastu i naszego gościa, czyli Macieja Kerlina i kilka słów o Macieju, zaraz się z nim przywitamy. Maciej dorastał na Kaszubach wśród wzgórz, jezior i lasów. Jego zamiłowań do nauki zaczęło się w wieku pięciu lat, kiedy na urodziny dostał plastikowy mikroskop. Studia z biotechnologii molekularnej ukończył na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie studiował dynamikę chromatyny u roślin.

Podczas studiów zdobywał doświadczenie naukowe na wymianie Erasmus w Paryżu i podczas stażu Biolab w Oklahoma Medical Research Foundation w Oklahoma City w Stanach Zjednoczonych. Potem powrócił do Paryża, gdzie na Sorbonie uzyskał doktorat z genetyki i epigenetyki zapadania nad organizacją genomu w komórkach raka piersi.

Potem przeniósł się do Lozanny w Szwajcarii na postdoca, gdzie pracuje obecnie

i łączy pracę naukową z byciem asystentem na Uniwersytecie. W wolnym czasie dużo podróżuje, uwielbia chodzić po górach i poznawać smaki świata, odkrywając nowe restauracje.

Witam Cię Maciej, bardzo mi miło, że z nami jesteś online, ale mimo wszystko.

Cześć Patrycja i dzień dobry wszystkim słuchającym, dziękuję bardzo za zaproszenie.

Super, no Twoje bio jest imponujące, przyznam szczerze. Ja w ogóle pamiętam, jak aplikowałeś do programu Biolab. W związku z tym Cię tutaj zaprosiłam, że właśnie znamy się z tego odcinka Twojego bio, które przed chwilą przeczytałam. Byłeś na Biolabie w Oklahoma City. Pamiętam aplikowanie, pamiętam cały ten proces, także super się tak trochę po latach tak naprawdę spotkać i posłuchać. Ja Cię chciałam trochę podpytać na początek o tę historię tego mikroskopu, który dostałeś w wieku pięciu lat, kiedy to właśnie był taki prezent, który otrzymałeś. Z czym się wiąże ta historia? Bardzo mnie zaciekawiła.

Tak, szczerze to już nie pamiętam od czego się zaczęło. Wydaje mi się, że sam o niego poprosiłem, że zobaczyłem gdzieś w sklepie i chyba jakoś tak to wyszło, że udało mi się rodziców namówić, żeby mi sprawili ten mikroskop w prezencie. To był taki bardzo podstawowy mikroskop, był leciutki, zamiast źródła światła to miał lusterko, które trzeba było odpowiednio ustawić, żeby światło padało na preparat. A preparaty swoją drogą to dostałem od mojej późniejszej nauczycielki biologii w podstawówce i w gimnazjum. Tak że tak to mniej więcej wyglądało. Jeszcze jedna historia może, że jednym z tych preparatów, bo ja wtedy w wieku pięciu lat nie miałem za bardzo pojęcia, jak wygląda praca z mikroskopem, jeden z tych preparatów był nazwany język kota.

O matko.

I to był po prostu wycinek. Najprawdopodobniej to był wycinek z języka kota, a ja się zastanawiałem, bo to był taki malutki, malutki wycinek i ja nie mogłem pojąć, jakim cudem cały język kota udało się komuś w ten preparat spakować. To było coś nie do pojęcia dla mnie.

No właśnie, koty mają małe języki, ale bez przesady. I co? I czy to było pierwsze takie skojarzenie, kiedy pomyślałeś sobie, że nauka to jest coś, co by cię interesowało, że akurat właśnie tutaj te nauki ścisłe?

Myślę, że tak, bo później zauważyłem, że nawet w trakcie nauki już w podstawówce, że podobają mi się bardzo lekcje przyrody, później biologii i geografii właśnie, dlatego tak jakoś naturalnie chyba to przyszło, że to zainteresowanie naukami ścisłymi się pojawiło. A na początku to właściwie zaczęło się od geografii, biologia wcale nie była na pierwszym miejscu. Ja na samym początku jeszcze w gimnazjum myślałem, że zostanę geografem.

Proszę bardzo, czyli zamiłowanie do geografii, rozumiem, zostało jeszcze gdzieś tam pewnie.

Zostało w postaci turystyki.

Jasne, no właśnie, a powiedz mi jeszcze tak trochę o tym, bo dorastałeś na Kaszubach i domyślam się, że to jakoś tak się historia potoczyła, ale czy chodziłeś tam do szkoły, tam do liceum, czy już do liceum i do szkoły chodziłeś gdzieś indziej? Czy Kaszuby to takie twoje pierwsze wspomnienia, czy zostałeś tam do etapu liceum jeszcze? Bo na studiach to wiem, że na Uniwersytecie Warszawskim już.

Podstawówkę, gimnazjum to w swojej rodzinnej miejscowości, w Stężycy zrobiłem, także tak, centralnie serce Kaszub. Do liceum przeniosłem się do Gdyni, także właściwie też niedaleko. Niektórzy powiedzieli, że Trójmiasto to już nie Kaszuby, ale nie będę się w to zagłębiał, ale byłem całkiem blisko domu jeszcze w trakcie liceum. Pierwszy taki dalszy wyjazd, to była faktycznie Warszawa na studia.

A skąd pomysł na Warszawę? Że Uniwersytet Warszawski, takie marzenie się pojawiło, czy coś tam szczególnego było, co Cię tak zainteresowało?

Trochę się kierowałem, myślę, rankingami, bo w tamtym czasie były bardzo popularne te rankingi dla maturzystów, które mówiły, który to Uniwersytet jest najlepszy i ja chciałem celować jak najwyżej, dlatego brałem pod uwagę Warszawę, ale nie tylko. Pamiętam, że aplikowałem też na Uniwersytet Jagielloński, na Uniwersytet Gdański, Politechnikę Gdańską,  w Warszawie też chyba na Politechnikę, także byłem całkiem otwarty. Jakoś tak wyszło ta Warszawa, że Kraków wydawał mi się chyba za daleko, bo na Jagielloński pamiętam, że też się dostałem na biotechnologię i miałem wtedy wybór, czy Warszawa, czy Jagielloński. I tak jakoś Warszawa była trochę bliżej do domu, więc chyba z tego powodu taki wybór, a nie inny.

Jasne. Pewnie w tamtych czasach jeszcze te pociągi nie były tak dobre jak teraz, bo teraz w miarę szybko można z Warszawy nawet do Gdyni dojechać, a kiedyś pamiętam, że to trwało, to trwało.

Teraz jak wracam do domu to często przez Warszawę, mam tam znajomych, to tak, to teraz pociągiem 3 godziny, nawet mniej, a pamiętam, że jak zaczynałem studia, trwały remonty, jeździło się 8 godzin. Pamiętam, że takie wyjazdy na studia to były nocne pociągi, rano, w poniedziałek przyjazd do Warszawy i prosto na zajęcia, tak to wyglądało.

To też uczy trochę takiego doświadczenia, bo po prostu jakby to powiedzieć, zahartowania trochę w tym wszystkim, więc myślę, że potem to już było łatwo lecieć do tych Stanów te 8 godzin. Tak mi się wydaje, przynajmniej. Już ten lot nie był taki straszny.

Nie, nie, zdecydowanie ja to było bez problemu.

Dokładnie. Tak się też zastanawiałam, bo w Twoim bio jest dużo Francji i pomyślałam sobie skąd też taki pomysł na Francję, bo i byłeś na Erasmusie, potem chwilę przerwy i wróciłeś potem na studia doktoranckie. Czy gdzieś Cię ta Francja zaczarowała trochę też naukowo, ale nie tylko?

Tak, i na początku to nie było nawet zaczarowanie naukowe, to był język.

Rozumiem.

Pamiętam, że się wszystko zaczęło od tego, że kiedyś do mojej miejscowości przyjechały dwie studentki na wymianę. I pamiętam, że potrzebowali kogoś, żeby je trochę tam pooprowadzać. No, ja nie znałem wtedy francuskiego kompletnie, także rozmawialiśmy ze sobą po angielsku, ale pamiętam, że słyszałem, jak one ze sobą po francusku rozmawiają i tak mi się to spodobało, że zacząłem się języka francuskiego uczyć. Także myślę, że to był zdecydowanie początek, że tak mnie tam ciągnęło.

Wow, czyli Ty jesteś płynny w francuskim, rozumiem.

No, powiem, podstawowe rzeczy, potrafię w sklepie kupić, sprawy w banku załatwić, także chyba tak.

Okej. No właśnie, a jak to jest na uczelniach, tak z ciekawości też dla może słuchaczy i słuchaczek, którzy gdzieś tam może planują swoją karierę, czy miałeś zajęcia po angielsku czy po francusku?

To też jest w tym związana historia, bo pamiętam, że jak się zakwalifikowałem na Erasmusa, najpierw była w ogóle kwalifikacja u nas na wydziale, na wydziale biologii i udało mi się zakwalifikować. I pamiętam, że była opcja wyboru na początku, że można było wybrać francuski albo angielski. No to ja, że francuskiego nie znałem tak dobrze jeszcze, to wybrałem opcję po angielsku. A okazało się zupełnie co innego, jak już przyjechałem na miejsce, na uczelnię, to się okazało, że takiej opcji jednak nie ma. Także siłą rzeczy wszystko było po francusku.

Ok, no to taka szkoła życia po prostu, szybka nauka.

Tak, wtedy jeszcze były takie podstawowe rzeczy, jak właśnie pójście do sklepu potrafiłem sobie poradzić, ale pamiętam, że na zajęciach był ten język naukowy. I język naukowy francuski jest kompletnie różny od takiego codziennego francuskiego. Zresztą w polskim czy w angielskim jest też tak samo i to była, myślę, że największa trudność, żeby sobie z tym poradzić.

Jasne, ale myślę, że też mózg nieźle pracuje wtedy, jak jednak te języki tak pobudzają tę kreatywność, i wyobrażam sobie, że też takie stymulujące to musiało być na pewno dla Ciebie.

Tak, zdecydowanie. I w tym właśnie czasie też myślę, że najbardziej mi się francuski mój poprawił. Właśnie przez to, że osłuchiwanie się, rozmawianie na co dzień, to myślę, że dało mi najwięcej pod względem nauki i języka.

Okej, czyli byłeś na Erasmusie, potem wróciłeś do Polski i pomyślałeś o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych. I trochę tu chciałam z Tobą o tym pogadać, bo właśnie trochę w ramach tego, że tak powiem, Biolaba, bo się tutaj spotykamy, bo obecnie trwa rekrutacja i wszystkich zachęcam oczywiście, którzy chcieliby pojechać na taki staż naukowy do Stanów, więc chciałam się tu przy Biolabie trochę zatrzymać. Ja jestem bardzo ciekawa, jak się dowiedziałeś o tym programie, bo my próbujemy dotrzeć do uczelni wszędzie i są różne ciekawe historie, jak się ludzie dowiedzieli. Na przykład z jakiegoś starego plakatu sprzed dziesięciu lat. Chciałam podpytać, jaka u Ciebie była ta historia.

U mnie to wyglądało chyba tak, że wydaje mi się, że ktoś z poprzednich absolwentów wrzucił posta na naszą grupę wydziałową i wydaje mi się, że w taki sposób się o tym dowiedziałem. Pamiętam, że to był też taki czas, że szukałem sobie takich różnych staży, bo to był ostatni rok magisterki i wtedy jeszcze nie wiedziałem za bardzo, co chciałem dalej robić, bo wiadomo, że opcja po magisterce można iść na doktorat. Bardzo dużo ludzi szło od razu do pracy, do różnych firm, a ja tak nie byłem przekonany jeszcze, co chcę zrobić. I pamiętam, że chyba właśnie na grupie wydziałowej na to trafiłem.

Jasne. No to się cieszę bardzo, że dotarła taka informacja do grupy wydziałowej. I ten program Biolab Oklahoma. Oklahoma nie jest takim popularnym miejscem. Wszyscy by chcieli do Chicago najczęściej w tym programie. Czy Oklahoma dobrze się sprawdziła, jakie masz wspomnienia stamtąd?

Oklahoma się sprawdziła bardzo dobrze, jak dla mnie, ale też muszę przyznać, że nie była moim pierwszym wyborem zdecydowanie. Mój pierwszy wybór to była Virginia. Oklahomę miałem dopiero na trzecim miejscu. Pamiętam, że wtedy, jak była aplikacja w tym roku, to był 2015/16, jak ja pojechałem, to można było sobie uszeregować względem referencji. Także dla mnie na pierwszym miejscu była Virginia na drugim Chicago, na trzecim Oklahoma i na czwartym był Texas. Także ja byłem przekonany, że ja dostanę projekt z Virginii, bo ten lab, do którego aplikowałem wtedy, pracował na tym samym białku, na którym ja pracowałem w roślinach, także ja byłem absolutnie przekonany, że dostanę to miejsce w Virginii. Także jak dostałem przydział do Oklahomy, to było duże zaskoczenie, ale jak mówiłem, bardzo, bardzo pozytywnie wszystko wyszło. 

Jasne. Oklahoma tak. Oklahoma jest taka niepozorna. W sensie, że tak się wydaje, że o jajku Oklahoma, no gdzie to jest i w ogóle, tak naprawdę bardzo wiele osób jest bardzo zadowolonych z pobytu i w ogóle też z poziomu oczywiście programu i labów. I też chciałam się dopytać, czy pojawił się jakiś szok kulturowy u Ciebie? Mimo wszystko, że pewnie podróżowałeś wcześniej, to czy te Stany były trochę inne?

Były zdecydowanie inne. Myślę, że szok kulturowy był, ale bym powiedział w takim raczej pozytywnym znaczeniu. Nie było coś takiego, że o, że jest coś tutaj, czego nie ma w Europie, albo w drugą stronę. Myślę, że najbardziej mnie zaskoczyło to, jak mili i otwarci ludzie byli tam w Oklahomie, nie tylko w Oklahoma City, w mieście, ale ogólnie w całym tamtym regionie. Naprawdę było tak, tak miłe i pozytywne zaskoczenie, tak jak w Europie, czy u nas w Polsce właśnie często się mówi o tym, że jestem w takim ponurym narodem, że dużo narzekamy i tak dalej. Tam czegoś takiego nie było. Także to było coś, co mi się bardzo, bardzo podobało.

To ten polski uśmiech, taki typowy, jaki jest w memach, tak?

Taką historię, która właśnie przywróciła mi absolutnie wiarę w ludzi wtedy, to był jakiś weekend, kiedy pojechaliśmy sobie na wycieczkę. Było nas chyba z 10 osób wtedy na programie w Oklahomie i mieliśmy jeden samochód na naszą dziesiątkę. Pamiętam, że kupiliśmy go na samym początku od dziewczyn, które były na Biolabie rok przed nami i to był stary samochód, bardzo stary. I w pewien weekend, właśnie jak pojechaliśmy sobie na wycieczkę, niedziela, wieczór już wracamy, zatrzymaliśmy się w McDonald’s. I jak zjedliśmy, wracamy do samochodu, a tu bam, samochód nie chce odpalić. Pośrodku niczego. Zupełnie ani się nie mogliśmy skontaktować z naszym ubezpieczycielem, bo to była niedziela, wieczór, tak że nikt tam nie pracował i nie mieliśmy w ogóle, jak pomocy znaleźć. No i tak siedzimy, tacy przygnębieni na tym parkingu z maską otwartą, próbowaliśmy w ogóle odpalić, mieliśmy kable, próbowaliśmy odpalić od kogoś innego, nie dawało rady. I siedzieliśmy na tym parkingu, który tak się złożyło, że był przy autostradzie. No i autostradą jechało starsze małżeństwo, które zauważyło nas na tym parkingu, zjechali z tej autostrady, wyobraź sobie, podeszli do nas i się pytają, czy macie jakiś problem, bo widzimy, że tu z maską otwartą siedzicie i czy coś się dzieje. No to my, że tak, że samochód nie chce nam odpalić, nie wiemy co robić. I to starsze małżeństwo, powiedziało, że o, to poczekajcie chwilę, my tu mamy znajomego mechanika, chodzimy z nim do kościoła, my po niego zadzwonimy. I zadzwonili po gościa, który przyjechał w tę niedzielę wieczór i nam to auto naprawił na tyle, że mogło odpalić i mogliśmy do domu dojechać. Dla mnie to jest właśnie taki obraz tego, jak bardzo mili i pozytywni ludzie tam w Oklahomie są.

Człowiek się nie spodziewa nawet, no nie? W sumie już myślisz sobie, no dobra, to już zostaniemy na noc, co tu zrobić. Pozytywna historia. Fajnie, że się nią podzieliłeś. Może też dla osób, które trochę się może martwią, jak to będzie, to taka pozytywna dawka energii od innych ludzi. Często o tym słyszę, że właśnie w Stanach, jednak ta pozytywność i taka otwartość jest cenna i dużo daje też takiej radości. A powiedz mi, co było trudne dla Ciebie w tym roku?

Trudne, na pewno to była taka szkoła życia. Wydaje mi się, że nigdy wcześniej nie musiałem być tak samodzielny, jak tam. Właśnie też historia z tym autem związana, bo ono się często psuło. No było tak stare, że naprawdę często się psuło i my byliśmy stałymi klientami w pobliskim warsztacie. I raz się zdarzyło, że jechaliśmy też na wycieczkę, też w okolicy, w jakiś weekend i jedziemy, jedziemy, jedziemy, i byłem kierowcą wtedy i nagle opona wybuchła. Po prostu… Ja zawsze myślałem, że jak takie rzeczy się dzieją, to nie wiem, samochodem rzuca, że tu nagle wypadek. A pamiętam, że mi się udało, przy tych, to było, nie wiem, 70, 80 mil, to jest chyba ponad 100 km na godzinę na takiej autostradzie, to pamiętam, że udało mi się jeszcze jechać całkiem prosto, zmienić pas, zwolnić i zjechać na pas awaryjny, gdzie musieliśmy nagle wymienić oponę i potem jechać i szukać warsztatu, który by nam wymienił oponę, bo mieliśmy szczęście, w nieszczęściu, że mieliśmy zapasówkę i no takie rzeczy się właśnie zdarzały parę razy. I dla mnie to właśnie była taka duża szkoła życia, której nigdy nie miałem wcześniej. Myślę, że to było trudne na samym początku, że przyzwyczaić się do tego, no, że właściwie muszę liczyć na siebie.

No tak, no bo to też jakby inna w ogóle strefa czasowa, inne miejsce, no też nikt z Polski  nie pomoże, prawda, w tym momencie akurat, kiedy potrzebujesz tej pomocy. A jeśli chodzi o, nie wiem, czy taką tezę mogę postawić, czy ten program dał Ci sporo w sensie takiego doświadczenia, ale też na przykład na doktorat. Mam na myśli takiego naukowego, czy był taką trampoliną trochę do tego, żebyś pomyślał o Sorbonie na przykład?

Tak, myślę, że zdecydowanie tak, pod względem naukowym, myślę, że nawet to był jeden z głównych czynników, który zdecydował o tym, że się dostałem na ten doktorat na Sorbonę. To właściwie był doktorat taki w ramach programu europejskiego Horyzont 2020, który był realizowany na Sorbonie, ale też w Instytucie Curie, założonym przez naszą rodaczkę Marię Skłodowską. We Francji ten system doktorancki działa tak, że instytuty nie mogą przyznawać doktoratu same z siebie. Zawsze musi być jakaś taka afiliacja z uniwersytetem. No i w moim wypadku było tak, że ten doktorat był realizowany w tym Instytucie Curie, ale był przyznany przez Sorbonę. I myślę, że zdecydowanie Biolab mi w tym pomógł. Pamiętam, że były rozmowy kwalifikacyjne na ten doktorat, że zaprosili nas do Paryża na prawie cały tydzień. Najpierw było oczywiście składanie papierów. Potem wybrane osoby zostały zaproszone na rozmowy kwalifikacyjne. I pamiętam, że byłem chyba jedną z niewielu, bardzo niewielu osób, które przyjechały z USA. I myślę, że to było też coś takiego dla mojego późniejszego szefa, że to pokazało, że mam doświadczenie,

że potrafię się odnaleźć w innej kulturze, że wiem, jak tak kolokwialnie powiem, jak się robi naukę w krajach. Tak, że myślę, że tak, jak najbardziej mogę powiedzieć, że była to trampolina do późniejszej kariery w nauce.

Super, bardzo się cieszę. Tak też sobie tak wyobrażam, że pewnie właśnie to, że właśnie jak się robi naukę, to też często słyszę, że zupełnie inaczej to jest teoria, zupełnie inaczej też praktyka po prostu. Zobaczyć, jak to się dzieje, też praca w labie itd. Więc tak właśnie słyszałam też o tym, że jak chcesz robić naukę, to też pamiętaj, że to nie tylko tydzień od dziewiątej do siedemnastej, ale już poświęcasz trochę swoje życie. Może oczywiście nie całe oczywiście, ale tak, że tak powiem, oddajesz się trochę tym wartościom, których szukasz. A chciałam zapytać też, czy miałeś w tym czasie mentora? W sensie, czy był ktoś taki, kto wspierał Cię przez ten czas tego Twojego rozwoju, czy na studiach magisterskich, czy później?

Nie, akurat na studiach nie miałem czegoś takiego. Pamiętam, że wtedy w trakcie moich studiów, te programy takie mentoringowe, o których się teraz dużo słyszy, wtedy pamiętam, że one nie były nawet tak popularne. To bardziej było tak, że właśnie w takich sprawach studenckich na wydziale to się bardziej każdy wspierał każdego. Dużo rozmawialiśmy ze sobą, była duża wymiana informacji, mieliśmy też dużo pomocy od starszych studentów, którzy działali w samorządzie. W Stanach, jak już tam byłem na miejscu, mieliśmy dużo interakcji z dziewczynami, które były na Biolabie rok przed nami. Część z nich pozostawała na dłużej i od nich się bardzo dużo uczyliśmy. Ta historia z tym samochodem, który od nich przejęliśmy, czy jak się wprowadzaliśmy to meble od nich kupowaliśmy, tak to wyglądało.

Czyli taki mentoring, że tak powiem, nagły potrzebny, może w ten sposób taki…

Tak, nie dokładnie, nic zorganizowanego, ale tak bardziej ad hoc.

Ad hoc, on dokładnie tego mi zabrakło. Ok, no dobrze, i cała ta historia, czyli Twoje studia magisterskie, potem staż, potem aplikacja, no a czym teraz się zajmujesz, co teraz robisz?

Teraz jestem postdociem, mieszkam w Szwajcarii w Lozannie, także cały czas mówię po francusku, bo Lozanna jest na zachodzie Szwajcarii, tutaj są kantony, gdzie mówi się po francusku, także dalej się rozwijam pod tym względem. Pracuję na Uniwersytecie Lozańskim i łączę właściwie dwa typy zajęć, bo pracuję i naukowo, właśnie jako postdoc, ale też jestem asystentem, co znaczy, że prowadzę zajęcia dla studentów.

Jak myślisz o przyszłości, to gdzie się by widzisz? Takie marzenie?

Marzenie to by było dostać stałą posadę w nauce, jak to się mówi. Ale wiem też, że im dłużej w tym siedzę, tym bardziej widzę też, że to jest ciężki kawałek chleba, żeby w ogóle dostać stałą posadę, tak jak w Polsce, adiunkci na przykład, czy później profesorowie, to ciężko, jest bardzo duża konkurencja na tym polu, a miejsc jest bardzo niewiele, żeby się dostać. Tak, że teraz jestem właśnie w takim momencie, że rewiduję sobie trochę, że o co będzie, jak się nie uda. I tak otwieram się też trochę bardziej na możliwość, że może jak się nie uda z tą nauką po postdocu, to będzie się trzeba przenieść do prywatnego sektora.

Jasne. No właśnie, to się z tym zgodzę. Ja też, jak mam kontakt ze stypendystami, stypendystkami, to często jest ten problem właśnie w tym stałym zatrudnieniu. No bo wiadomo, postdoci, granty itd., ale te stałe zatrudnienie. To życzę Ci tego bardzo, żeby się udało i żebyś dostał tę swoją wymarzoną pracę. Bardzo trzymam moc na kciuki za to. A powiedz, gdybyś tak miał poradzić takim młodym ludziom, którzy nas słuchają, bo których zachęcamy do słuchania jak najbardziej i którzy wchodzą na tę swoją ścieżkę kariery i mają takie pierwsze kroki, w jakiej umiejętności warto zainwestować, jak myślisz, swój czas oczywiście, nie tylko czas, ale też pieniądze na pewno. Natomiast co byś tak poradził, co daje takiego skilla, żeby wiedzieć, jak się robi naukę?

Myślę, że dla mnie tym, czego najbardziej się nauczyłem jest akceptowanie porażek. Praca naukowa mówi się, że to jest ponad 80, nawet 90% porażek i 10% sukcesu. Także większość czasu, czy właśnie na doktoracie, czy nawet u mnie to już było na magisterce i nawet na licencjacie, jak się robi eksperymenty, to one nie chodzą. Tak jak się mówi w branży. Coś tam nie zadziała spędzić bardzo, bardzo dużo czasu na optymalizacji, na sprawdzaniu każdego detalu, każdego odczynnika, którego się użyło, że może coś tam poszło nie tak, aż się dochodzi do momentu, że te eksperymenty znowu zaczynają działać tak, jak powinny. Także zdecydowanie na pierwszym miejscu dla mnie, to czego ludzie, którzy chcą pracować w nauce, powinni się nauczyć i przygotować, jest akceptacja porażek.

No właśnie, to prawda. Ja też tak sobie myślę, bo też mam taki program Top Minds

i tam też jest taka sesja zawsze dla mentees właśnie o tym, że bardzo ważne jest akceptowanie porażek i tego, że na przykład 10 razy ci ktoś odrzuci artykuł czy cokolwiek, więc i że to jest normalne, i że tak naprawdę wszyscy ci naukowcy najlepsi, oni mają 1000 porażek więcej jeszcze, bo często zanim się dotrze to tego sukcesu, to tych porażek jest mnóstwo, także ta rada super. Jak to, co mówisz, bardzo mi się z tym też łączy.

I o tym też się nie mówi tak bardzo, bo widzi się tych naukowców, którzy odnoszą sukcesy

i się myśli, że to jest takie łatwe, a właśnie nie, że za tym stoi tyle pracy, tyle wyrzeczeń różnych i właśnie tych porażek, że człowiek się uczy cały czas.

Cały czas, to prawda, zgadzam się z tym jak najbardziej. Słuchajcie, nie myślcie o porażkach, wiem, że może być ciężko, tak samo z aplikowaniem na różne programy też często ludzie się nie dostają za pierwszym razem, albo muszą szukać innych programów, więc tutaj też zachęcamy was do tego, żeby się nie poddawać, a myślę, że pewnie się ze mną zgodzisz, że nawet aplikowanie daje też dużo doświadczenia. W sensie nawet jeżeli to jest odmowa, to tak czy inaczej czasami daje to jakiś pogląd na przyszłość, w sensie na swoje plany.

Tak, tak, jak najbardziej. Konstruowanie aplikacji to jest też umiejętność, która jest bardzo ważna, bo później to się na przykład przydaje, jak się zostanie tym naukowcem z stałą pozycją, to wtedy trzeba aplikować o granty. I tam jest wszystko bardzo ustrukturyzowane, jak takie granty się pisze, co w nich trzeba zawrzeć, trzeba umieć też się trochę sprzedać, jakieś marketingowe umiejętności też są potrzebne, tak że jak najbardziej. Mi się zdarzyła też taka historia, że przed tym doktoratem we Francji aplikowałem w tamtym czasie, pamiętam na wiele doktoratów, chyba łącznie 15 aplikacji wysłałemi pamiętam, że pierwszy lab, który zaproponował mi rozmowę kwalifikacyjną, to był bardzo, bardzo znany lab w Cambridge i pamiętam, że myślę, że jakby mnie zaakceptowali wtedy, to bym tam skończył zamiast w Paryżu, ale rozmowa kwalifikacyjna mi nie poszła. Pamiętam, że jak zaczęli mi zadawać pytania, to była w ogóle pierwsza rozmowa kwalifikacyjna ze wszystkich tych na doktoraty i pamiętam, że myślałem, że byłem dobrze przygotowany, tak mniej więcej, ale okazało się, że zupełnie, zupełnie to nie było to i mimo, że mi się tam nie udało, to dzięki temu przygotowałem się dużo, dużo lepiej i wiedziałem, czego się spodziewać na rozmowie kwalifikacyjnej w Paryżu. Tak, to jest też coś takiego, to mimo, że się nie udaje, że są porażki, no to coś z tego się zawsze wyciąga.

To cenne doświadczenia. No właśnie, tak jak się mówi, że na błędach się człowiek chyba niestety najlepiej uczy, najlepiej na czyichś się uczyć, ale czasami się nie da. Więc, no dokładnie, czasami trzeba samemu przez to przebrnąć. No dobra, było o nauce, a powiedz jakie są twoje plany górskie, bo wiem, że uwielbiasz chodzić po górach i jakie masz teraz plany na najbliższy czas?

Na najbliższy czas, no to na pewno teraz w zimowym czasie moi rodzice w ogóle będą mnie odwiedzać, także myślę, że ich zabiorę na jakieś 2-3 wypady, bo tutaj co jest świetne w Lozannie to właśnie bliskość gór. Siada się w pociąg i za 40 minut można być na szlaku, tak, że to jest coś nie do przecenienia, że jest tak blisko. Także na pewno jakieś 2 zimowe wypady będą w najbliższym czasie. A tak ogólnie dla mnie w zimie to jest spokojniejszy czas, bo ja to bardziej dużo latem chodzę, bo wtedy jest cała ta infrastruktura jest lepiej przygotowana, a tutaj zimą to trzeba mieć i te rakiety śnieżne i takie rzeczy, a tego akurat jeszcze nigdy nie robiłem, także myślę, że spróbuję po raz pierwszy, ale ja dużo bardziej aktywny w górach jestem latem akurat. 

Jasne, ok, czyli tak bardziej zimowo, tak na spokojnie, a latem to tak już na 100%. Ok, no to super, to w takim razie życzę Ci tego, żeby było pięknie, na pewno będzie pięknie i wszystkim nam też życzę wszystkiego dobrego na ten rok, bo pewnie odcinek się ukaże jakoś na początku stycznia. Ja Tobie Maciej bardzo dziękuję za tę rozmowę, myślę, że będzie inspiracją dla wielu osób, też takich, które może się trochę obawiają tego właśnie, gdzieś mieszkają właśnie na Kaszubach gdzieś, a mimo że nie mają pomysłu, myślą, że świat nauki nie jest dla nich, bo też trochę chcemy to obalać, że nie tylko wielkie miasta, nie tylko stamtąd musimy pochodzić, żeby nam się udało coś fajnego, więc dzięki Ci wielkie za tę rozmowę, no i życzę Ci wszystkiego dobrego.

Ja też bardzo dziękuję i bardzo się cieszę, że mogłem uczestniczyć w podcaście, także mam nadzieję, że wiele słuchających odnajdzie się trochę w tym, co ja powiedziałem i także jeszcze raz bardzo dziękuję i też wszystkiego dobrego. 

Super, dzięki wielkie, a wy trzymajcie się wszystkiego dobrego na nowy rok, no i do następnego odcinka. 

To był podcast Fulbright Talks. Jeśli też chcesz wyjechać na stypendium Fulbrighta, sprawdź naszą ofertę na www.fulbright.edu.pl

Pa, pa!

Related Posts
Loading...
Skip to content