Fulbright Talks odcinek 6

Odcinek 6 o projektowaniu zorientowanym na człowieka i miłości do Nowego Jorku.

Podcast Fulbright Talks to rozmowy ze stypendystami i stypendystkami Programu Fulbrighta reprezentującymi różne dziedziny nauki. W rozmowach opowiadają o swoich pasjach badawczych i życiowych: o tym co jest dla nich ważne, co ich motywuje do działania, jak spełniają swoje marzenia, czym się obecnie zajmują naukowo i w jaki sposób amerykańska przygoda wpłynęła na ich życie zawodowe i osobiste.

Gościni odcinka

Marta Mikłaszewicz

Marta zajmuje się informacją i wiedzą – zarówno profesjonalnie, ponieważ specjalizuje się w zarządzaniu informacją, a także prywatnie, ponieważ wciąż się uczy szukając nowych doświadczeń, nowych krajów do zamieszkania i nowych osób do poznania. 

Dzięki studiom w Nowym Jorku mogła łączyć swoja pasję – badania UX i projektowanie zorientowane na człowieka z próbą odnalezienia się w miejscu, które akceptuje każdego i które daje szansę na spełnienie marzeń. 

Posłuchaj na Spotify

Jeśli treść się nie wyświetla, skorzystaj z odnośnika, aby posłuchać bezpośrednio w serwisie Spotify: https://open.spotify.com/episode/1VIeoAoVZy9V14fVPkVTnW?si=f61bfb5513974606.

Posłuchaj na Youtube

Jeśli treść się nie wyświetla, skorzystaj z odnośnika, aby posłuchać bezpośrednio w serwisie Youtube: https://youtu.be/suaIjcvH_MU.

Transkrypcja

Cześć!

Tu Patrycja, moją gościnią jest dzisiaj Marta Mikłaszewicz bibliotekarka z wykształcenia, która na co dzień zajmuje się projektowaniem zorientowanym na człowieka, miała okazję pracować w NATO i Parlamencie Europejskim, a swoje serce zostawiła w Nowym Jorku.

Bardzo mi miło Ciebie tutaj gościć. Cześć.

Ahoj, cześć Patrycja, cieszę się, że tutaj jestem i że tak miło mnie przedstawiłaś. Nazywam się Marta i cały ten wstęp specjalnie go układałam, żeby trochę opowiedzieć o tym czym się zajmowałam wcześniej, czym się specjalizuję, a także wspomnieć trochę o życiu prywatnym i jak o wszystkich podróżach jakie właśnie odbyłam i o wszystkich osobach, które poznałam, bo tej dość ważna część mojego życia i myślę, że także najciekawsza dla wszystkich. 

Super, bardzo się cieszę, że z nami jesteś i może zacznę od takiego pytania, dlatego że w Twoim bio, tutaj akurat tej informacji nie było, natomiast bardzo mnie interesuje temat zarządzania informacją, od tego chciałam zacząć, bo to jest taki temat bardzo żywy, który jest dzisiaj też bardzo popularny i w ogóle chyba bez informacji i bez zarządzania nimi myślę, że ciężko byłoby nam żyć i funkcjonować. I chciałam Cię zapytać co to są w ogóle badania UX, bo jakby dla mnie to jest czarna magia.

A tak to prawda. To jest coś co w zasadzie każdy się mnie pytania, co to są badania UX i czym w zasadzie jest UX. Ogółem UX to jest User experience to jest taki skrót, i on opowiada o całym ogóle doświadczeń użytkownika dotyczących danej rzeczy. Ja zawsze podaję przykład tak naprawdę ergonomii, że to jest ergonomia dla systemów informatycznych, albo dla stron internetowych. Ponieważ jesteśmy teraz w tym pięknym studio, siedzisz na fotelu, podchodzisz do tego fotela, widzisz o to jest fotel, mogę na tym usiąść, jest miękkie, jest wygodne, dobrze mi się siedzi, czuję oparcie w plecach. I teraz wyobraź sobie właśnie to na przykładzie stron internetowych, wiem gdzie kliknąć, wiem dokąd pójść, wiem jak wygląda cały proces. UX nie musi koniecznie dotyczyć stron internetowych, może dotyczyć właśnie usług, serwisów i ja się specjalizuję głównie w stronach internetowych, ale to jest cały ogół doświadczeń nie tylko właśnie na miejscu, ale także tych doświadczeń, które prowadzą do tego miejsca i tych, które później wychodzą. Czy jak coś kupujesz, dlaczego się zdecydowałaś na tę stronę, dlaczego chcesz przez te miejsce kupić, przez daną stronę internetową albo w danym sklepie. Czy jak kupiłaś i coś nie wyszło to czy reklamacja działa, i czy jest miło oddać rzecz i to jest prosty sposób, więc to jest właśnie cały ogół tych doświadczeń UX. Cała ta historia właśnie badań UX i cała historia UX w moim życiu łączy się ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie pojechałam studiować właśnie UX. I tam zobaczyłam, że są takie dwie ścieżki, które się wyodrębniają. Jedna to jest projektowanie doświadczeń, a druga to są badania, badania właśnie UX. Ja przy projektowaniu jestem okropna niestety w testowaniu i jestem w okropna w projektowaniu, więc to nie jest coś co przychodzi mi łatwo, ale zobaczyłam, że jestem bardzo dobra w badaniach i zaczęłam się w tym specjalizować. Mamy badania generatywne i badanie ewaluacyjne, czyli właśnie user experience i mamy badania użyteczności. Badania user experience to są te badania, kiedy zanim właśnie rozmawiamy z użytkownikami na przykład, przeglądamy różne książki, tworzymy kwestionariusze, żeby zaprojektować jakąś usługę, żeby zaprojektować kawałek usługi. Badanie użyteczności to na przykład pytam się Ciebie – wygodnie Ci się siedzi? Czy to jest to dobre miejsce, to też było słabe tak na prawdę pytanie, bo bardzo jakby ciężko jest stworzyć odpowiednie pytanie. Odpowiednie pytanie to jest takie, które jakby także nie prowadzi Cię więc, odpowiednie pytanie byłoby – co sądzisz na temat miejsca, w którym miejsca siedzisz, na temat tego fotela. I czekałabym na tę odpowiedź, bo jeżeli bym Ci zadała pytanie, które zadałam jakby czy Ci się wygodnie siedzi, no to samo słowo wygodnie już zaczyna tak prowadzić trochę użytkownika, czego może oczekiwać, że zaczyna się użytkownik, osoba dostosowywać do tego pytania, które chciałam zadać. 

To jest świetne pytanie, powiem od razu, że siedzę na bardzo wygodnym fotelu i jest różowy, co jest wspaniałe. Marta ma bardzo fajny fotel, jest fioletowy, także siedzimy na bardzo wygodnych fotelach, ale bardzo to jest interesujące co mówisz i po prostu tak sobie myślę, o stronach na które wchodzę, tak mnie zainspirowałaś do tego, że czasami wchodzę i faktycznie, że niektóre strony są takie, że wchodzę i po prostu chcę tam zostać. Są takie ładne, takie są bardzo ?. Marta trzyma książkę w swoich rękach. Może opowiesz o tej książce.

Tak specjalnie właśnie na to spotkanie przyniosłam książkę Dona Normana i to jest autor, którego bardzo chciałabym polecić każdej osobie, która jest zainteresowana projektowaniem doświadczeń. Ponieważ jest to osoba, która po raz pierwszy użyła słowa user center design, czyli projektowanie zorientowane na użytkownika. To jest właśnie ojciec designu. Jego strasznie przyjemnie się słucha. Jeżeli jest możliwość wysłuchania webinaru, prezentacji, to jest człowiek, który kocha to co robi i właśnie napisał tę biblię całej mojej dyscypliny. Ja w tym momencie trzymam jego drugą książkę Emotional design, i on opowiada właśnie o projektowaniu powiązanym z emocjami użytkownika. I to co właśnie powiedziała Patrycja, że ona siedzi na tym różowym fotelu, różowy, teoretycznie to nie jest użyteczność, no bo fotel to fotel, może być czarny, niebieski. Kiedyś jakby projektowano i ten wygląd zewnętrzny, całe te uczucia związane z daną rzeczą, nie były takie ważne. Teraz zmienia się cały nacisk i coraz więcej rzeczy jest projektowanych, żeby wywoływały emocje. Tak jak wspominałaś na stronach internetowych, niektóre są przyjemne i chce się na nich zostać. Czy wrócisz do strony, która jest tylko użyteczna, czy też użyteczna i przyjemna? 

Użyteczna i przyjemna, na pewno. Wow, to jest bardzo ciekawe. No właśnie to o czym w ogóle mówisz to jest to tak zwane projektowanie zorientowane na człowieka tak? I tutaj akurat na emocje człowieka i gdybyś mogła powiedzieć jeszcze w ogóle, tak może odnosząc się tak trochę bardziej ogólnie do tematu informacji, dlaczego to jest w ogóle tak ważne w dzisiejszych czasach? Dlaczego właśnie ważne jest to, żeby ktoś żeby ktoś się dobrze czuł? Skąd taka zmiana? Bo myślę, że kiedyś właśnie było bardziej użyteczność, teraz jest bardziej właśnie to jak my się czujemy? Czy to są takie czasy, kiedy to nastąpiło? Jakbyś mogła coś więcej na ten temat powiedzieć?

Myślę, że tak naprawdę chodzi o zysk.

Ok, mimo wszystko.

Mimo wszystko. Ponieważ to co właśnie wspominałam, ludzie wracają do rzeczy, które lubią i które im się podobają, które także działają, i to jest oczywiście zawsze podstawa, ale także do rzeczy, które wywołują pozytywne emocje. Myślę, że też właśnie jakby częściowo biznes się w tym właśnie zorientował, jakby na to zwrócił uwagę i stąd zaczął się taki duży nacisk na projektowanie pod względem człowieka. Oczywiście jest, podczas moich studiów właśnie w Stanach Zjednoczonych, my bardzo dużo zwracaliśmy uwagę na etykę. Jest także całe projektowanie, są różne jakby, całe projektowanie związane, zorientowanego na człowieka, ma bardzo długą historię. Ponieważ na samym początku było projektowanie, które tak jak projektant zaprojektował, bo tak jak myślał. No bo uważał, że tak w jakiś sposób uznał, że to się spodoba osobom, które będą to użytkowały. Później mamy projektowanie zorientowane na użytkownika, i to jest tego konkretnego. Zapraszam Patrycję do studia, zaprojektuję dla niej fotel, ale projektowanie zorientowane na człowieka to już jest odrobinę szersza jakby definicja. Bo to nie tylko to jest Patrycja, ta konkretna osoba, ten konkretny typ użytkownika, ale na przykład tutaj zaczynamy coraz bardziej patrzeć na dostępność usług. Czy na przykład jeżeli byśmy tutaj wchodziły po schodach, a Patrycja miałaby problem z poruszaniem się, musimy też pomyśleć przy projektowaniu właśnie żeby, o ludziach, którzy mogą mieć problem w danym momencie z dojściem do studia. Więc to jest coraz szersza definicja. I teraz właśnie od niedawna zaczęłam patrzeć na jeszcze szerszy koncept i to jest projektowanie zorientowane na planetę. I to jest coś co się dopiero gdzieś tam pojawia i ludzie wspominają o tym ponieważ związane jest z kryzysem, który jest obecnie klimatycznym. I zaczynamy myśleć nie tylko o tym właśnie jak uszczęśliwić człowieka, jak sprawić żeby czuł się dobrze i żeby wszystko działało, ale także zaczynamy patrzeć na kontekst i na to co jest dookoła. Więc stąd jest całe to moje zainteresowanie tą dyscypliną i ona częściowo wywodzi się z tego co wcześniej studiowałam, czyli zarządzanie informacją. Ja jestem bibliotekarzem z wykształcenia.

Przepraszam, ale zawsze bibliotekarz kojarzy mi się z taką panią w bibliotece, myślę, że to nie o to chodzi prawda, zupełnie.

Ogólnie to było na samym początku też tak myślałam i ja mam czekaj 3 kierunki magisterskie związane z zarządzaniem informacją, jeden na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Uniwersytecie Warszawskim mam licencjat, studiowałam jeszcze na Erazmusie w Czechach, mam kolejne studia magisterskie w Wielkiej Brytanii i właśnie studia na Instytucie Pratta w Nowym Jorku. Wszystkie są związane z informacją i wszystkie uczyły innego spoglądania na informację. Warszawa, Kraków to było bibliotekoznawstwo. Tam się uczyłam, jak sprawić żeby, jak katalogować książki, ale także jak zorganizować tę informację, żeby ludzie potrafili ją znaleźć. Jeżeli wspominam o UX i o badaniach użyteczności i o tym jak na stronach internetowych też ludzie szukają rzeczy czy to nie jest powiązane z bibliotekoznawstwem i z tym co ja studiowałam na tamtych studiach, gdzie też tworzyliśmy katalogi, budowaliśmy treści w ten sposób, żeby ludzie łatwo je znaleźli. Więc jest jakby połączenie między tymi dyscyplinami, chociaż na samym początku one się wydają, że takie są bardzo odległe od siebie.

Kurczę faktycznie. Tak mnie zaciekawiło, że już po prostu przestałam myśleć na chwilę. W ogóle chciałam powiedzieć, że Marta z taką pasją opowiada o tym projektowaniu, że po prostu tak się tym zainteresowałam, że chyba zaraz po podcaście zajrzę do tej książki, którą Marta ma ze sobą. Idąc dalej jeszcze tym światem informacji. Jak tą informacją zarządzać w dzisiejszych czasach? To wiem, że to jest bardzo ogólne pytanie, ale tak jak mówisz zaczynają się takie głosy, takie myśli też w Twojej głowie, o tym żeby patrzeć bardziej szeroko, nie tylko na człowieka, nie tylko na emocje, ale już na planetę. I rozumiem, że w tę stronę to projektowanie też idzie, żebyśmy patrzyli nie tylko na nas jako na ludzi, ale też na to co możemy zrobić dla planety. Jak zmienić nasze życie żebyśmy nie byli tacy uciążliwi dla naszej planety? Czy to idzie w tę stronę właśnie?

Mam nadzieję, że będzie szło w tę stronę. Zarządzanie informacją mimo, że wcześniej się rozwijało, w danym momencie jakby cały czas od nowa pojawia się coś, bo wszystko się  tak strasznie szybko zmienia. Ten świat się tak strasznie zmienia, nasz sposób widzenia informacji, nasz sposób korzystania z internetu. Kiedy mamy teraz web3 i korzystamy, właśnie są media społecznościowe, współtworzymy daną informację. Jest coraz więcej projektowania i myślenia o tym, co będzie w przyszłości, co będzie kolejnym krokiem. Myślę, że to jest wszystko kwestia już tylko niewielu lat i zobaczymy w jaki sposób się coś będzie rozwijało. Ale my obecnie korzystając z internetu, mamy wpływ także na to, na te treści jakie wybieramy, na to w jaki sposób korzystamy, co propagujemy, co wysyłamy dalej. Więc to jest teraz wydaje mi się, że bardzo duża debata i jest bardzo dużo myślenia na ten temat. Tutaj polecam także książki polki Natalii Hatalskiej, która myśli o tym co jest w przyszłości. I zastanawia się także nad tym, myślę że to też warto się z tym zapoznać, żeby zobaczyć jakby projekcje oparte na badaniach.

To jest w ogóle niesamowity temat. Tak sobie myślę, że w ogóle informacja w dzisiejszym świece, to nie tylko wiedza i tak dalej, ale też dezinformacja. W dzisiejszym świecie ma potężną moc i jak trzeba bardzo, to co mówisz, jak trzeba bardzo wybierać te informacje, jak trzeba bardzo uważać na to, co wybieramy, co propagujemy i co dalej przekazujemy. Więc bardzo się cieszę, że się dzisiaj widzimy i o tym rozmawiamy. Natomiast ja tak chciałam się jeszcze dopytać, bo wiem, że w bardzo wielu miejscach pracowałaś i nie wiem czy możesz zdradzić na przykład co robiłaś dla NATO? Wiem, że pewnie nie, ale gdyby tak rąbka tajemnicy.

W NATO byłam stażystką. To był rok 2010 albo 2011. Zostałam stażystką, pracowałam w archiwum. To było w zasadzie dość niesamowite dla mnie doświadczenie, ponieważ przed wyjazdem do Brukseli, jedynym moim wyjazdem za granicę no to były studia w Czechach, pobyt na Erazmusie przez rok. Wyjechałam raz na wolontariat do Szwajcarii, i jak przyjechałam z Czech, ja tak strasznie chciałam wrócić gdzieś za granicę, bo brakowało mi środowiska międzynarodowego, brakowało mi jakby tej pozytywnej energii. I już myślałam także o poszukiwaniu pracy, bo wiedziałam, że to już studia magisterskie i to już, zbliża się, już powinnam coś robić, już powinnam coś znaleźć i zaczęłam szukać tej pracy. Zapisałam się też na kolejny wolontariat z kolei w szkole. I był powiązany z Erasmusem, tam przez przypadek byłam na jakiejś liście mailingowej, zobaczyłam, że o szukają stażystów do NATO.

Czemu nie skorzystać?

Tak, no i sobie zaaplikowałam. Okazało się, że mnie wybrali. To był dla mnie w ogóle ogromny szok także, no bo ja tutaj w ogóle urodziłam się w małej miejscowości, więc w tej małej miejscowości nawet nie śniłam o tym, że będę pracować, będę mieszkać za granicą. Więc to było takie spełnienie marzeń, o których nawet jakby ja się kiedyś bałam marzyć. Nawet o tym nie myślałam, że coś takiego będzie. Zawsze czytałam książki, myślałam może kiedyś w przyszłości jakby, chociaż nawet jak czytałam te książki właśnie tak myślałam, że o inni ludzie tak mają, nie myślałam, że też tak mogę zrobić, też taka mogę być. Dlatego w ogóle ta oferta z NATO była takim wielkim szokiem i już wtedy byłam na stażu kilkumiesięcznym w Wielkiej Brytanii i jak się o tym dowiedziałam, musiałam napisać poświadczenie bezpieczeństwa, czyli wypełnić ileś tam dokumentów poświadczających co ja robiłam w przeszłości. No i wyjechałam. Miałam bardzo duże wsparcie z Uniwersytetu Jagiellońskiego i miałam jakby specjalny tok studiów, żeby móc tam pojechać, i w międzyczasie miałam staż i studiowałam. A i pisałam pracę magisterską, więc robiłam trzy rzeczy na raz. NATO było niesamowitym doświadczeniem, bo po pierwsze musiałam w ogóle znaleźć w Brukseli mieszkanie, miałam podpisany kontrakt po francusku, gdzie ja po francusku w ogóle nie potrafiłam słowa powiedzieć. Mieszkałam w wielkim domu z dziewczynami z różnych stron świata, które też miały stażystki właśnie z Parlamentu Europejskiego, dziewczyny pracujące w różnych NGO, więc całe to doświadczenie było także nowe, że tak jak na przykład z serialu Friends w Stanach Zjednoczonych, gdzie masz całą grupę ludzi mieszkających razem, wspólnie i przeżywające razem problemy. Doświadczenie było niesamowite, ponieważ oni mają inny tryb pracy zupełnie, więc godziny były długie pracy, ale mój team był niesamowity. Bo NATO w ogóle nauczyło mnie, żeby wierzyć w siebie i żeby próbować. A pamiętam właśnie jak z kimś rozmawiałam i wspomniałam, że coś jestem tylko stażystką i to było oburzenie, że strony mojego kolegi. No nie tylko stażystką, jesteś tą stażystką, jesteś naszą koleżanką z pracy. I to było dla mnie takie strasznie dowartościowujące, bo pracowałam z ludźmi z niesamowitą wiedzą, ludźmi, którzy znają NATO od lat, znają całą historię NATO, więc to są skarbnice wiedzy, także archiwa zawsze są ciekawe, ma się tam jakby dokumenty, nie tylko jakieś militarne, ale także obrazujące życie ludzi. Więc to było po pierwsze niesamowite doświadczenie, właśnie takie nabranie odwagi żeby iść i zmierzyć się ze światem. Iść i pokazać, że można, że dam radę mimo, że inni stażyści byli naprawdę niesamowici, oni byli po najlepszych uniwersytetach, znali kilkanaście języków, i to jest kilkanaście, w sensie 7-8, to byli genialni ludzie, no i byłam tam ja, właśnie Polka, angielski znałam nie najlepiej, teraz jak już widzę swoje maile, no to rozumiem mniej więcej co ja chciałam wyrazić w tych mailach, ale to nie jest wcale takie oczywiste, więc bardzo zawsze doceniam, że dano mi wtedy szansę i dano mi marzenia. Od razu po NATO poszłam do Parlamentu Europejskiego na staż, który też sobie właśnie znalazłam i wyszukałam, i tam pracowałam w bibliotece, przygotowując dokumenty dla parlamentarzystów, które też tak jak ja to odczuwam, że wpływały na to co się decyduje w całej Europie. Więc dla mnie było to bardzo ważne doświadczenie i cały ten też sposób pracy jest zupełnie inny. Poznawanie ludzi, właśnie osób, poznałam moją przyjaciółkę z Kosowa, więc to było dla mnie niesamowite, że nagle pracuję właśnie z osobami, wśród których nagle jesteśmy tym wielkim teamem, jesteśmy przyjaciółmi, możemy się przyjaźnić, spędzać wolny czas, a więc zawsze polecam takie doświadczenie i zawsze polecam próbowanie przynajmniej, bo tutaj akurat mi wszystko wychodziło przez ten pierwszy rok, później się zaczynało robić tak bardziej po grudach i niekoniecznie wszystko wychodziło tak jak chciałam, ale zawsze trzeba było próbować. 

I tak sobie właśnie pomyślałam, że to doświadczenie musiało być dla Ciebie bardzo dowartościowujące i myślę, że każdy z nas powinien takie doświadczenie mieć i poczuć się trochę pewniej. Ja chciałam właśnie przejść teraz i zapytać Cię o Twoje stypendium. O stypendium Fulbrighta, które odbyłaś w Stanach Zjednoczonych i wiem, że Cię Stany zainspirowały i że bardzo Ci się tam podobało i to stypendium myślę, że też było dla Ciebie ciekawym doświadczeniem. Gdybyś mogła powiedzieć gdzie byłaś i co tam dokładnie robiłaś na stypendium.

To jest taki fast forward do przeszłości, choć bardzo ładnie wiąże to z tym o czym rozmawiałyśmy, bo tak jak wcześniej w każdej z tych prac, wszystko było związane z informacją, no to właśnie jak pojechałam do Stanów Zjednoczonych, zaczęłam myśleć o tym projektowaniu informacji. I studiowałam, to były studia magisterskie i to był master of information experience design. Nigdy nie wiem jak to przetłumaczyć na polski, magister projektowania doświadczeń informacji? Więc tak naprawdę kolejne podejście, kolejne spojrzenie na tę informację, która mnie zawsze otaczała w życiu. A wyjazd w ogóle, decyzja o pójściu na ten konkretny uniwersytet, Instytut Pratta w Nowym Jorku była zupełnie przypadkowa, ponieważ oni mi wysłali mi list zachęcający mnie do aplikowania do nich. 

Aha to tak się zaczęło ok.

Tak, od listu. Ponieważ ja tak sobie trochę myślę, popatrzyłam na tę mapę Stanów Zjednoczonych, nigdy nie byłam w Stanach Zjednoczonych, a robiłam jakiś research, żeby zobaczyć jak mogę tam studiować badanie UX, bardzo pomagały mi osoby właśnie z biura ze Stanów Zjednoczonych, które też podawały mi przykłady, ale cały czas jakby nie byłam pewna, tak trochę wybierałam na oślep, starałam się wybrać miejsca najlepsze, najbardziej znane uniwersytety, Berkeley, wybrać także uniwersytety, które są jakby łatwiej teoretycznie się dostać no bo nie wiedziałam, nie umiałam porównać całego mojego doświadczenia, jak ono będzie wyglądało w porównaniu z tymi ludźmi, którzy aplikują do Stanów Zjednoczonych, do tych uniwersytetów. No i dostałam list od Instytutu Pratta, taki fizyczny list, nawet nie e-mail, moi rodzice mnie powiadomili, na pięknym papierze, więc uznałam, że no ok, to w ostatniej chwili pozmieniam te instytucje, które….

Skoro tak zapraszają to czemu nie skorzystać?

No tak, wygooglałam ich, wyglądali fajnie, Nowy York, potrafię się przemieścić, słyszałam, że jest tam transport publiczny, ja nie mam prawa jazdy, tzn już mam, ale wtedy nie miałam, będzie łatwiej. Też myślałam, że jest bezpośredni lot z Nowego Jorku do Warszawy, więc jakby coś to będę mogła się ewakuować i to się okazało idealne. Ponieważ Instytut Pratta jest jedną z najlepszych instytucji sztuki, uczących sztuki na całym świecie. Są niesamowici z animacji, to jest także pierwsza szkoła bibliotekoznawstwa  w Stanach Zjednoczonych o ile się nie mylę, więc proszę no bibliotekoznawstwo, sztuka, tak zawsze się fascynowałam tą sztuką. Z czasem się okazało, że Nowy Jork i ten Nowy Jork tak naprawdę był czymś co sprawiło, że pobyt jest tak niesamowity, że ten czas, który spędziłam w Stanach Zjednoczonych jest tak fascynujący. A studia, miały zupełnie inny, ponieważ ja mam te 3 studia magisterskie, więc już mam porównanie kilku lat studiowania w trzech różnych krajach, i studiowanie w Stanach Zjednoczonych jest bardzo skupione na projektach. Mieliśmy klientów, prawdziwe instytucje, i to były głównie instytucje związane ze sztuką, na przykład MoMa, czyli Muzeum Sztuki Współczesnej w Nowym Jorku, Muzeum Brooklińskie, różne NGO typu IBM też promujące sztukę. I tworzyliśmy, uczyliśmy się, jak traktować tę informację tworzyć dla nich projekty, i bezpośrednio pracując z nimi. I to było niesamowite doświadczenie, bo jest zazwyczaj w Stanach Zjednoczonych praca grupowa, czyli wszyscy razem w piątkę osób pracujemy nad jakimś projektem. To co mnie bardzo zaciekawiło, zawsze byłam jedyną Europejką.

Czyli tak bardzo międzynarodowe poza europejskie środowisko.

I także bardzo dużo osób było z Chin, więc większość moich znajomych, moich przyjaciół to są Chińczycy. To było dla mnie też zaskoczenie, że nie było wielu Amerykańskich studentów tylko bardzo dużo osób z Chin. Na Instytucie Pratta, głównie pracowaliśmy w grupach i to było bardzo ciekawe doświadczenie. A ponieważ była nas 5 osób, byłam zazwyczaj jedyną Europejką, co było też dla mnie jakby trochę szokujące w pewnym momencie, bo byłam przyzwyczajona, że jestem jedyną Polką, ale Europejką to jeszcze nie było czegoś takiego. Większość osób, z którymi współpracowałam to była z Chin i to było też dla mnie bardzo ciekawe, to było zupełnie spotkanie się z innym trochę trybem pracy także. Ja także wyjechałam na szczęście tuż przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych na dwa tygodnie do Chin. I to był wyjazd, nad którym się zastanawiałam jechać, nie jechać, bo tak szybko miałam tuż obok za kilka miesięcy miałam wyprowadzać się na inny kontynent, ale okazało się, że to był super pomysł, bo dzięki temu wyjazdowi miałam wspólne tematy, mogłam opowiadać o tych dwóch tygodniach, okazało się zwłaszcza, że te miejsca, w których byłam, bo byłam w Szanghaju, byłam w Handżo i Sudżo, to są miejsca bardzo znane na mapie Chin i dużo osób, właśnie moich znajomych tam było, więc te wspólne tematy trochę ułatwiały porozumienie i zaprzyjaźnienie się także. Ponieważ moje koleżanki z Chin mnie zaadoptowały, w zasadzie mnie przejęły jako jedną ze swoich osób i przy mnie rozmawiały tylko po angielsku między sobą. Zapraszały także mnie na swoje jakieś przyjęcia, na świętowanie chińskiego nowego roku, więc to było takie strasznie miłe, że ktoś jakby grupa osób jakby chce się porozumiewać w obcym dla siebie języku, tylko dlatego żebym ja nie była wykluczona. Więc to było takie bardzo międzynarodowe doświadczenie. Także miałam niesamowite szczęście, bo mieszkałam w ogóle, znalazłam mieszkanie zawczasu w Nowym Jorku, jak przelałam pieniądze także zawczasu mam to mieszkanie i to nie jest coś co ja radzę komukolwiek zrobić, tak nie robimy kiedy jedziemy do Nowego Jorku, nie płacimy za mieszkania wcześniej. Po wszystkich historiach, wszyscy mieli problemy z mieszkaniami oprócz mnie, bo ja trafiłam idealnie, przez zupełny przypadek, bo korzystałam jeszcze z craigslist i to też nie radzę korzystać z tego, totalnie nie robimy tego, więc to nie jest dobry pomysł, ale mieszkałam z artystką Kristin Oppenheim i to jest już bardzo znana osoba, ponieważ jej dzieła były wystawiane w centrum Pompidou we Francji, w MoMie. Ja ją wygooglałam wcześniej, żeby się dowiedzieć z kim ja w zasadzie mieszkam, miałam także z nią rozmowę online, więc trafiłam do jej mieszkania i Park Slope, który jest jedną z najpiękniejszych dzielnic w Nowym Jorku jakie sobie można wyobrazić, właśnie bardzo drogą. Mnie nie było stać na kupowanie jedzenia w tej dzielnicy, więc musiałam chodzić pół godziny do innej, ale te mieszkanie było pełne dzieł sztuki. Zarówno Kristin, ale także jej ojca, który własnoręcznie stworzył meble. Mieszkanie było bardzo klimatyczne, dwupiętrowe z tarasem, z którego widać było ocean.

To miałaś bardzo duże szczęście.

Owszem, bo to się nie zdarza. Widziałam jak moi znajomi mieszkali, a oczywiście to nie jest tak, że to było wszystko idealne, ponieważ miałam szalenie imprezujących sąsiadów za ścianą. Uczestniczyłam w ich życiu towarzyskim, ponieważ te ściany są bardzo cienkie, więc to mieszkanie także było cudowne i czarujące, ale miało problemy techniczne. Do tej pory pamiętam jak siedziałam i pracowałam do jakiejś 12 w nocy, byłam ostatnią osobą, która już szła spać i nagle tak słyszę kap, kap, kap. Nie wiedziałam co to jest, wyszłam na korytarz do naszego salonu, a tam patrzę, że z żyrandola i tego jakby kontaktu nad żyrandolem płynie woda i cieknie zalewając obrazy Kristin, zalewając podłogę. Chwyciłam jakieś wiadro, które było, podstawiłam pod to, zebrałam te obrazy i już byłam wtedy lekko przytomna i wszystko to się toczyło przed pokojem mojej współlokatorki, która jednocześnie wykładała na moim Instytucie, to był zupełny przypadek, ale tuż przed jej wejściem. Nie wiem dlaczego ja tak w nocy uznałam, że ona wyjdzie z tych drzwi i wpadnie w to wiadro z wodą, wobec tego jakby chwyciłam papier toaletowy i tutaj zasłoniłam te drzwi żeby najpierw wpadła w papier toaletowy, a później w to wiadro z wodą. Tak się strasznie przejmowałam, na szczęście, albo nieszczęście okazało się, że te kap, kap było u niej także w pokoju i jak wstawała w nocy ze swojego łóżka, to wpadła w tę wodę najpierw tam, a dopiero później zaczęła wpadać w papier toaletowy i zaczęła wpadać w wiadra.

Ok. to bardzo ciekawa historia, ale faktycznie po prostu jak to się może wszystko ułożyć, tak sobie myślę, że udało Ci się znaleźć takie fajne mieszkanie, naprawdę z bardzo tak jak mówisz z fajną współlokatorką i miejsce, widziałaś ocean z okna i też tak zastanawiam się podchodząc trochę do tematu studiów i Twojej Instytucji goszczącej, w której byłaś, jakbyś określiła czym się różnią studia w Stanach Zjednoczonych od studiów w Polsce. Wiem, że to jest Twój kierunek specyficzny, bo myślę, że w Polsce nie mamy jeszcze takich kierunków.

Wydaje mi się, że już mamy. Jak przeglądałam oferty z tym, że one są bardziej na prywatnych uniwersytetach, widziałam na SWPS można studiować to co ja studiowałam w Stanach Zjednoczonych. Nie jestem pewna gdzie jeszcze, ale to już się zaczyna pojawiać. I temat same projektowanie UX zaczyna się robić coraz bardziej popularny i coraz bardziej bardziej szukają projektantów UX beta czy UX, więc to jaki hottopic na rynku i także dostaję coraz więcej ofert pracy ze strony polskich i nie tylko polskich firm.

A czy te instytucje generalnie to są korporacje zazwyczaj , które chcą po prostu dostosowywać swoją stronę internetową czy swoje produkty do klienta, czy to są jakieś mniejsze instytucje, jakieś małe firmy?

To są także mniejsze firmy. Mamy także w Polsce sporo agencji UX, które mają wielu projektantów UX, oraz także wielu badaczy UX. Oni, te firmy, te agencje UX prowadzą jakieś krótkoterminowe projekty  z różnymi firmami, na przykład jakby Fulbright poprosił właśnie, którąś z agencji o zmianę swojej strony internetowej, to oni mogliby coś takiego zrobić, i też by korzystali z badań z UX.

Czyli wtedy zatrudniamy taką firmę i ona po prostu ogląda naszą stronę i daje swoje komentarze czy tworzy tę stronę.

Tak, zazwyczaj może po prostu stworzyć też trochę trudno się wypowiadać, bo pracowałam z agencjami UX na dość specyficznym projekcie, miałam dosłownie jednego klienta głównego i właśnie z tym klientem pracowałam przez 9 miesięcy, ale z tego przy wszystkich moich rozmowach o pracę i tak jak obserwuję rynek to widzę, że można po prostu można także wynająć do krótszych projektów.

Tak na dłuższą sprawę też jest brana pod uwagę.

Tak to jest coś co też się pojawia. I wracając do Twojego pytania, które zadałaś wcześniej jak te studia się różnią. Właśnie nasze uczenie się na bazie projektów to jest główna różnica, ja także studiowałam w Polsce 10 lat temu, więc nie wiem czy coś się na przykład zaczęło zmieniać, ale posiadanie prawdziwych klientów, a rozmowy z tymi klientami pokazywanie, prezentowanie naszych projektów posiadanie deadline’u to jest coś co owocowało przy moim szukaniu pracy jak wróciłam ze Stanów Zjednoczonych. Bo mogłam bezpośrednio pokazać, co ja robiłam, że nie tylko projektowałam sobie na portfolio, ewentualnie tylko do szuflady, ale także moje projekty były wdrożone. I tutaj wspominam o portfolio, ponieważ ja nie pisałam pracy magisterskiej w Stanach Zjednoczonych, i to jest też jedna z różnic w porównaniu ze studiami w Polsce i Wielkiej Brytanii. W Stanach Zjednoczonych musiałam stworzyć własne portfolio, które opisywało kilka projektów, wybranych projektów z mojej dziedziny, które dokonałam podczas studiów. Więc to było bardzo wynagradzające, bo do tej pory te moje portfolio jest czymś co używam w poszukiwaniu pracy, mimo że minęło kilka lat. Głównie to wynika także z tego, że później pracując dla kolejnych firm nie mogłam, obiecywałam, że nie będę za bardzo opowiadać albo pokazywać tej pracy, więc w tym momencie moje portfolio ze studiów, które pokazuję jak ja myślę, nad czym pracuję bardzo się przydaję.

No tak faktycznie, bo jak zrobisz coś dla klienta, to jednak pomysł może zostać skopiowany, jeżeli gdzieś indziej się pojawi i to jest myślę, że takie zagrożenie dla Twojej dziedziny, która też tak jak mówisz rozpędza się w swojej popularności. Jeszcze chciałam pociągnąć temat studiów w Stanach, bo bardzo często nasi stypendyści, stypendystki mówią o tym, że też troszeczkę się różni nie tylko właśnie jakby rodzaj aktywności na studiach, ale też podejście do studenta. Nie wiem czy miałaś takich profesorów czy profesorki, z którymi bardziej się jakoś jeszcze nie wiem czy do dzisiaj się przyjaźnisz może, czy z którymi nawiązałaś bardziej kontakt, czy to jest bardziej możliwe w Stanach niż tutaj w Polsce? Jakbyś to oceniła?

Części osób wysyłam w dalszym ciągu kartki świąteczne i w dalszym ciągu jesteśmy w kontakcie. Ponieważ my nie mieliśmy dużo zajęć, w czasie semestru no to były 3 przedmioty semestr trwał 3-4 miesiące, mieliśmy 3 przedmioty, czasami nauczyciele wracali. Ja na przykład przy mojej konkretnej dziedzinie badaniu użyteczności to była taka ścieżka, którą mogłam wybrać i w dalszym ciągu mam bardzo dobry kontakt z osobą, która prowadziła tę ścieżkę i miałam z nią chyba 3 – 4 przedmioty w przeciągu 2 lat. I jest zupełnie inny kontakt na linii profesor- student, ponieważ traktujemy siebie partnersko i ja także mogłam powiedzieć zupełnie inne zdanie, mieć inną opinię niż profesor, co w Polsce na przykład często nie spotykało się z najlepszym odzewem, tam mogłam się wdawać w dyskusję, mogliśmy wymieniać poglądy, odpowiednio oczywiście argumentując i niekoniecznie musieliśmy się zgadzać, ale chodzi o to żeby umieć się wypowiedzieć i powiedzieć dlaczego tak uważam. Także bardzo duży nacisk był na dyskusję między studentami. I na prowadzenie feedbacku. Tak jak prezentowaliśmy inni studenci byli zachęcani do tego żeby powiedzieć co było ok, co można na przykład poprawić. I tutaj na przykład moje sformułowanie jest ważne co można poprawić, nie co było złe. Ponieważ zazwyczaj każdy, każda prezentacja na początku zazwyczaj bardzo dużo dobrych rzeczy się słyszało i po tych dwóch latach, po prezentacjach ja widziałam jak się ludzie odważają, jak się zmieniają. Bardzo dużo osób na samym początku przychodziło i czytało te prezentacje z kartki. Widziałam, że po na przykład kilku miesiącach kolejnych kolejne prezentacje już to były oddzielne karteczki takie z notatek, z fiszek czytanie. Po kolejnych kilku miesiącach ludzie sami wypowiadali się i mówili co jest w tej prezentacji i wszyscy doświadczali tego jakby tego uczucia, i także poczucia bezpieczeństwa, że nikt cię nie skrzywdzi, złośliwie nie skomentuje, że coś jest źle, tylko ktoś zobaczy, że na przykład że to coś można poprawić, można lepiej opisać. To jest doświadczenie, którego bardzo mi brakowało w Polsce, akurat jak tutaj wróciłam, całej tej kultury trochę sprawienia, że dana osoba poczuje się lepiej, że będzie odważniejsza, że projekty będą lepsze, bo te projekty stawały się lepsze nie dlatego, że ktoś wspominał, że coś jest nie tak, ale ktoś zwracał uwagę na dobre rzeczy, które były w prezentacji. I jeżeli człowiek się czuje bezpieczny, i jeśli człowiek widzi, że ta praca jest doceniona, że to co robimy jest fajne, to stara się iść na kolejne wyższe stopnie i stara się robić coraz lepsze rzeczy. 

No właśnie, myślę, że to jest bardzo ważne to co mówisz, żeby było widać ten progres, czyli mamy to środowisko, mamy to miejsce, mamy tych ludzi, z którymi możemy pracować i dzięki temu też wzrastamy tak naprawdę w tym co robimy. Zastanawiałam się też jeszcze dlatego, że wiem, że mieszkałaś w Nowym Jorku, co możesz powiedzieć w kilku słowach o tym mieście? Jak na Ciebie ono wpłynęło? Co Ci się najbardziej podobało? Gdybyś mogła dosłownie wiesz dwa zdania, potem wejdziemy głębiej oczywiście, ale tak dosłownie kilka zdań na tego jak tam było.

Mogę powiedzieć jakby największym komplemencie jakim usłyszałam w życiu. Jak już wyjeżdżałam z Nowego Jorku, że jestem nowojorczanką. Od innej osoby. To znaczy nowojorczycy są twardzi, ponieważ Nowy Jork jest okrutnym miastem często, on może wszystko dać i może wszystko zabrać i to jest miasto pełne kontrastów, miasto gdzie można być bezpiecznym i znaleźć swoje miejsce, a jednocześnie miasto, w którym można być straszliwie samotnym. Po jakimś czasie jeżeli się przejdzie przez to wszystko, przez dobre rzeczy, złe rzeczy, to człowiek zaczyna czuć, że należy do tego miasta i ja w każdym momencie tęsknię za Nowym Jorkiem, bo to było miasto, w którym ja się czułam, że jest to moje miejsce. Miasto, które mnie przyjęło, bo miasto jest stworzone przez imigrantów. Stworzone dla imigrantów, jest przepełnione historią ludzkich marzeń. Kiedy tam przyjechałam, widziałam ludzi, którzy też jakby miałam, moi przyjaciele to byli artyści. Oni bardzo często sprzedawali studia na Węgrzech, sprzedawali mieszkania, rzucali wszystko i ładowali ogromne pieniądze w te studia w Instytucie Pratta, bo dla nich jako dla artystów Nowy Jork to była ta szansa, żeby zaistnieć. Ja miałam ogromny przywilej wyjazdu ze stypendium Fulbrighta, który mi bardzo ułatwiło życie w Nowym Jorku, inaczej nigdy by mnie nie było na to stać. Ale też przyjechałam z moimi marzeniami, no bo ja marzyłam jadąc, poświęcając dwa lata, i trochę jadąc w nieznane też miałam marzenia, że coś się spełni, że coś się stanie dobrego, że coś będę mogła przywieźć z powrotem i uważam w zasadzie za pewnym momencie śmieszne to jest, że rzeczywiście przywiozłam rzeczy, ale też dużo bardzo straciłam, bo moje serce zostawiłam w Nowym Jorku w dalszym ciągu. Dalej tam jest, bo …

W jakimś konkretnym miejscu?

Myślę, że w całym mieście, dla mnie Brooklyn to było to moja dzielnica, Park Slope gdzie idzie do sklepu, ludzie Cię rozpoznają. Jak żegnałam się, ponieważ ja wyjeżdżałam w trakcie pandemii i część osób widziałam, także  o sobie właśnie dziewczynie, która pracuje w piekarni i powiedziałam jej że będę wyjeżdżać, że już wracam do Polski, i ona się prawie popłakała. I ja byłam smutna, no bo wyjeżdżałam, ale ona mnie znała, przez dwa lata chodziłam co tydzień do niej po świeże włoskie bułeczki i ona mnie właśnie kojarzyła i było jej przykro, i to jest coś co pokazuje Nowy Jork, że to może być właśnie ogromne miasto, które do tej pory nie mogę powiedzieć, że znam cały Nowy Jork, ale mogę powiedzieć, że Nowy Jork mnie przyjął. I wyciągnął rękę i starałam się za każdym razem chwycić tę rękę i spróbować wyjść w każde miejsce, gdzie ktoś mnie zapraszał. Żeby spróbować doświadczyć wszystkiego co jest i zarówno dobrego, jak i to co nie było ok i przyjąć to wszystko.

Właśnie to co mówisz jest dla mnie bardzo interesujące, bo też udało mi się być Nowym Jorku, tylko na dwa dni, więc dla mnie muszę przyznać, że nie wiem czy miałaś takie samo odczucie, każdy ma chyba inne, dlatego, że mnie przytłoczyło bardzo to miasto i myślę, że pewnie na samym początku tak jest pewnie, że gdybym została tam może tydzień, dwa dłużej, a może dwa lata, gdyby mi się udało kiedyś to myślę, że miałabym inny odbiór, ale te pierwsze dwa dni były takie, że tam po prostu wszystko się działo, tam po prostu ludzie w metrze śpiewający bardzo często, było to dla mnie bardzo emocjonalne, pamiętam, że popłakałam się tego dnia wieczorem z tych emocji po prostu, nawet nie  tego, że coś się działo, tylko, że przyjechałam, tu się dzieje, tutaj jedziemy metrem, tu kupujemy bilet tu tam coś lecimy. Wyobrażałam sobie tę energię tego miasta i też chciałam Cię jeszcze zapytać o to jak Ci się tam w ogóle mieszka tak na co dzień, tzn. czy przyzwyczajasz się do tego, tak jak mówisz Twoje serce jest tam i czy można się przyzwyczaić do tego też, bo tak jak mówisz, o jest brutalne, czy to da się ujarzmić jak się tam jest oczywiście.

Na pewno da się. Ponieważ ja tam pojechałam z małej miejscowości już mieszkałam, która ma 25 tysięcy mieszkańców na Podlasiu i od razu wyjechałam po miesiącu jak odwiedziłam rodziców pojechałam do Nowego Jorku i przeżyłam szok. Ja się bałam wyjść z mieszkania. Nie wiedziałam czy ta dzielnica, w której mieszkam jest dobrą dzielnicą, czy jest złą dzielnicą, jak ja się tam będę przemieszczać, w którą stronę mam iść. Rzeczy proste czasami są tam bardzo skomplikowane, bo załatwienie telefonu, karty sim jest upiornie ciężkie, poza tym hałas, w ogóle wszechogarniający hałas, wszędzie coś gra, metro jedzie, pociągi, czasem metro jest nadziemne, tu Cię coś ogłusza, tu ktoś idzie, niektórzy ludzie są dziwni i to jest przerażające jak się idzie ulicami i jak ktoś Cię nagle zaczepia. I za każdym razem przyjeżdżałam do Nowego Jorku, miałam taki sam szok i takie samo ogromne przeżycie, gdzie wszystkiego jest za dużo, ale po jakimś czasie człowiek buduje po pierwsze swoją małą wioskę, ja miałam Park Slope, on jest na Brooklynie i też starałam się niekoniecznie wyjeżdżać podczas weekendu na Manhattan, tam gdzie studiowałam i tam gdzie był mój kampus. Mieszkałam przy przepięknym parku Prospect park, najpiękniejszym parku w Nowym Jorku, więc mam nadzieję, że to gdzieś będzie zanotowane, duma Brooklyńska i człowiek zaczyna budować swoją bańkę, w której jest. Także właśnie zauważyłam, że to jest, na przykład robiłam coś czego nie robię w Polsce, bo bardzo dużo słuchałam muzyki na słuchawkach, żeby się trochę odłączyć od tego co jest i odłączyć, być trochę w swoim świecie, wiem, że moi znajomi słuchają na przykład podcastów. Jest tyle tych wrażeń..

Niedługo będą mogli Ciebie posłuchać.

O matko, to jest przerażająca zawsze perspektywa, ale pamiętam, ze właśnie jak się jedzie metrem, po pierwsze brudno jest upiornie, ja te ubrania prałam non stop, bo nowojorskie metro nie jest czystym metrem, nie jest ładnie pachnącym metrem. Ludzie są różnego rodzaju i mogą być bardzo dziwni, ja też zostałam w ogóle zaatakowana w metrze. Zostałam opluta. Mam wrażenie, że ta osoba nie była po prostu zdrowa psychicznie i tak i byłam obiektem, bo akurat usiadłam na przeciwko, i trzeba uważać gdzie się siada. Jak jest pusto w danej części wagonu, albo w całym wagonie to tam nie siadamy, tylko idziemy do innego wagonu, bo coś jest nie tak. A więc bardzo dużo różnych rzeczy może Cię spotkać w tym metrze, więc jak właśnie opowiadam o tym metrze to jest właśnie przykład Nowego Jorku i tych takich trochę traumatycznych często właśnie takich przeżyć, które wymuszają, jakby są szokiem. Różnica temperatur, Nowy Jork latem to może być 40 stopni, jest bardzo gorąco, i bardzo wilgotno i także to jest coś z czego nie zdajemy sobie sprawy na przykład, ale to jest takie, ja się przejechałam w sierpniu i to było przeżycie dość wstrząsające, że taki szok temperaturowy. W metrze to jest takie 16-17, bo jest upiornie zimno. I ogółem człowiek zaczyna przywykać. Po prostu się o tym nie myśli, bo tak jak opowiadałam moim znajomym na temat szczurów w metrze, jakiś innych zwierząt w metrze i wszyscy mnie się pytali jakim cudem w dalszym ciągu tak jestem przywiązana do Nowego Jorku, nie jestem pewna czy ja lubię Nowy Jork, ale ja kocham Nowy Jork. I to są dwa zupełnie inne odczucia. Mieszkałam w Finlandii w Helsinkach, lubię Helsinki, do tej pory, to jest przepiękne miasto. Mieszkałam w Londynie, to jest też prostsze miasto. Nowy Jork nie jest prostym miastem, ale to też jest miasto, w którym jeżeli idzie się ulicą, to się ma to odczucie, że coś może Cię spotkać, to będzie dobre. I ja też zbierałam, w mojej dzielnicy bardzo dużo osób na przykład wykładało jakieś książki, małe obrazki na zewnątrz, po prostu do zabrania, oni chcieli pozbyć się tego z domu i można było sobie je wziąć ze schodków. Przywiozłam do domu dwa takie ogromne pudła, wysłałam je statkiem z książkami i z kocem i ze wszystkimi jakimiś rzeczami, które pozbierałam z ulicy. Bo to były przepiękne rzeczy, które tak jest ciężko dostać nawet w antykwariatach i do tej pory nie rozumiem, jakim cudem je tam wyrzucano. Ale to jest właśnie przykład, że można znaleźć piękne rzeczy fizyczne leżące, można usłyszeć muzykę, która jest na żywo. Bardzo dużo osób gra, bardzo dużo osób śpiewa, dużo odbywa się koncertów. W Nowym Jorku niektóre całe dzielnice, całe ulice były odłączane i ludzie, były tam koncerty gdzie osoby z bloków mogły sobie przyjść i słuchać i wziąć w tym udział. Nowy Jork to także, ja także bardzo starałam się zaangażować w życie Nowego Jorku. Na przykład w soup kitchen, byłam wolontariuszką i wzięłam udział w rozdawaniu jedzenia osobom potrzebującym. To było coś, bo wiedziałam, że studiuję w prestiżowej uczelni, bardzo drogiej, mieszkam w bardzo drogiej dzielnicy, ale też chciałam poczuć jak nowojorczycy mieszkają, bo ja byłam osobą uprzywilejowaną, ale to nie jest tak jak każdy nowojorczyk mieszka, dlatego starałam się wziąć udział w wolontariatach, właśnie w soup kitchen. Pracowałam także w Centrum Historii Żydowskiej, byłam tam także wolontariuszką. Starałam się angażować w życie mojego Instytutu, też brałam udział w różnych targach i starając się promować moją szkołę, żeby pokazać to z czego jestem dumna i także opowiadać o Fulbrighcie bo to była przyczyna, dla której byłam w Nowym Jorku i mogłam także zachęcić studentów amerykańskich do aplikowania i przyjazdu na przykład do Polski.

Tak to prawda, bardzo inspirujące, a też zastanawiam się jeszcze jak to było zobaczyć Nowy Jork jak nikogo tam nie było. Jak była pandemia, jak Manhattan był chyba pierwszy raz tak pusty na zdjęciach oczywiście, bo ja nie byłam tam w tym czasie, ale zdjęcia były bardzo wymowne. I jak to wyglądało? To było tak naprawdę epicentrum pandemii w Stanach Zjednoczonych, gdzie ona się wylewała potem i jak to było?

Tak to prawda, trafiłam dość nieszczęśliwie, że moje ostatnie miesiące w Nowym Jorku i ostatnie miesiące na studiach, no to były czasy pandemii. Wszystko potoczyło się znienacka, ponieważ nasza uczelnia do końca próbowała nas zachęcić do chodzenia na zajęcia. I ten moment kiedy nagle wszystko się zmieniło, to było z dnia na dzień. Okazało się, także że loty do Polski zostały zablokowane, co dla mnie było największym szokiem, bo miałam następnego dnia lecieć do Polski i wiedziałam, że już bym nie wróciła. To był z jednej strony szok, jak też inni studenci jak wcześniej opowiadałam, no to były studentki z Chin głównie. One chciały wracać do domu i to też było przeżycie, ponieważ wszystkie loty do Chin były skasowane i nie można było lecieć. Na samym początku zamknęłam się w tej swojej dzielnicy i tak naprawdę tkwiłam przez dwa miesiące, gdzie większość czasu spędzałam na cmentarzu. I jest przepiękny Green-Wood Cemetery, który jest chyba najpiękniejszym cmentarzem jaki widziałam w życiu, bo jest to w dalszym ciągu cmentarz czynny, więc są pochówki, ale jednocześnie jest to park. Tak naprawdę można odebrać jako park. Jest to przepiękne miejsce, oni mają nawet wytwórnię cydru, albo wytwarzają cydr z drzew jabłonek, które rosną na tym cmentarzu. Jest kilka jeziorek, więc to jest coś ślicznego, ale moja dzielnica była piękna. Z tym, że byłam jedyną osobą, która mieszkała w tej dzielnicy. Nikt z moich znajomych nie mieszkał w niej. A bardzo dużo osób mieszkało w New Jersey, a inne osoby były ponad 2 godziny rowerem. Tym nie mniej uczucie jest wielkie, wobec tego jeździłam wypożyczałam ten rower, w Nowym Jorku są rowery miejskie, wypożyczałam ten rower i jechałam godzinę, mój kolega jechał godzinę od siebie no i spotykaliśmy się po środku, żeby się przejść na spacer po parku. Większość czasu właśnie spędzałam i na tym cmentarzu i siedząc na tych zewnętrznych klatkach schodowych, które są właśnie brownstones, czyli są w tych blokach, ale właśnie w tych budynkach mieszkalnych. Ulice były puste, na szczęście cały czas parki były czynne, więc można było chodzić do parków, no i właśnie cmentarze były także czynne. Więc tak w ten sposób spędzałam czas, ale pod sam koniec pandemia zaczęła trochę usypiać i już było trochę lepiej, ja już miałam wyjeżdżać, mój lot powrotny był 28 maja i po trzech miesiącach w zasadzie, pojechałam się spotkać z przyjaciółmi. Spotkaliśmy się wszyscy razem na Manhattanie, i spędziliśmy ze sobą cały dzień, poszliśmy, nasza ceremonia wręczenia dyplomów była odwołana, wobec tego podeszliśmy pod Instytut używając instagrama i nakładek z instagrama zrobionych przez nasza szkolę, nakładaliśmy te specjalne czapki, i tutaj pokazywaliśmy nasze wirtualne dyplomy, których no nie było, ale tak sobie świętowałyśmy wszystkie razem pod tymi drzwiami Instytutu, a skończyliśmy dość późno, bo to była jakaś godzina 20 i wracałam sama rowerem na Brooklyn i była pustka, to miasto straszliwie wyglądało. Pamiętam jakąś grupę ludzie bijących się przy śmietnikach i myślałam że to jest jak apokalipsa, to wszystko było takie smutne, bo tak jak Nowy Jork jak wcześniej opowiadałam, że był tętniący życiem, że cały czas ktoś coś grał, ktoś coś krzyczał, tutaj była ta śmiertelna cisza i właśnie przewalające się śmieci i ciemność. Pozamykane sklepy. Właśnie cały ten powrót był taki strasznie przerażający, jechałam wtedy przez most brooklyński, który również był pusty i robiłam zdjęcia, gdzie czasami na moście Brooklyńskim potrafią być kolejki ludzi, którzy chcieli by się ustawić na zdjęcia, więc to było bardzo niesamowite przeżycie. Jak tylko wróciłam do Polski od razu zaczęły się protesty Black Lives Matter, ja też miałam cały czas wrażenie, że częściowo to było spowodowane tą desperacją ludzi i tym uczuciem, że to miasto także choruje bardzo. Także każda dzielnica inaczej reagowała, bo właśnie jak jechałam do kolegi przez godzinę przemierzając różne dzielnice, moja bardzo bogata dzielnica nagle zrobiła się pusta, bo wszystkie osoby, które w niej mieszkały, wyprowadziły się na zewnątrz, każdy miał własną wille gdzieś tam na górze stanu Nowy Jork, albo nad oceanem, więc u nas było widać, że jest bardzo pusto nie ma nikogo. Ale dzielnice uboższe, tam były tłumy ludzi, którzy nie mieli pracy, bo nagle potracili pracę. To wtedy miasto czuło się, że pulsuje taką negatywną energią, że wszyscy są zestresowani, że ludzi boli ta krzywda, która się stała. A wiem, że teraz Nowy Jork wraca do życia, jak rozmawiam z moimi przyjaciółmi, którzy tam zostali i powoli się odraza, więc nie chciałabym kończyć właśnie całej naszej rozmowy, takim smutnym właśnie stwierdzeniem, bo tak jak wcześniej wspominałam, Nowy Jork jest twardy, on powstanie, ze wszystkiego powstanie, radził sobie ze wszystkimi, nowojorczycy są ludźmi, którzy zmierzą się z problemami i będa dalej walczyć, bo to jest miasto marzycieli w końcu.

Dokładnie też zresztą wszystkie filmy dzieją się w Nowym Jorku i tam po prostu Marvel rozwalił cały Nowy Jork i ten Nowy Jork się odbudował i myślę, że Nowy Jork powstanie i właśnie tutaj moje pytanie czy planujesz wrócić kiedyś i pobyć tam jeszcze trochę?

Tak zdecydowanie, mam nadzieję, że wrócę w maju, jeżeli nie będę zmieniać pracy to to jest taki mój wielki plan, żeby tam zostać kilka tygodni, niekoniecznie tylko w Nowym Jorku, ale chciałabym trochę pojeździć po Stanach Zjednoczonych, ponieważ starałam się zwiedzić Stany jak mogłam przez te dwa lata, ale problem jest w tym, że jeżeli studiujesz i jeśli jesteś po pierwsze studentką, po drugie masz zajęcia, jest to upiornie ciężkie

Wyobrażam sobie połączenie tego wszystkiego, musisz być na zajęciach, a jeszcze masz dużo pracy poza zajęciami prawda, bo tak głównie w Stanach się pracuje na studiach, że bardzo dużo jest tej pracy własnej, więc wyobrażam sobie, że to było bardzo ciężkie. A gdzie być chciała najbardziej pojechać?

Na pewno pojadę do Teksasu, ponieważ tam mam przyjaciół i chciałabym zobaczyć jak oni sobie mieszkają. Wrócę do Nowego Jorku i mam wielki plan, który niestety nie wyszedł, bo pandemia przyszła, a już miałam wszystko pobukowane i porezerwowane, miałam spać na dnie Wielkiego Kanionu. 

Wow, takie rzeczy można też robić? 

Tak tam jest jeden jedyny hostel. 

O to dobrze wiedzieć dla naszych słuchaczy i słuchaczek.

Właśnie nie jestem pewna, że tutaj dobrze zrobiłam, że tak powiedziałam, że jest ponieważ tam jest cała loteria, w której trzeba wygrać żeby mieć miejsce w tym hostelu.

I ty wygrałaś tę loterię?

Tak to jest dość przygnębiające, ponieważ właśnie wygrałam, miałam miejsca już na dwa noclegi, także oni mają różnego rodzaju pokoje, mają pokój tylko dla Ciebie i także pokoje dzielone jak w hostelach. Tylko na pokoje dzielone było mnie stać, bo trzeba też wykupić jedzenie, bo no tam się nic nie kupi na dnie Kanionu, ale miałam dwa noclegi. Miałam zamówione jedzenie, miałam zaplanowane wszystkie atrakcje dookoła, no i niestety pandemia przyszła i ten hostel zamknęli, ale się nie poddaję, wiem, że go otworzą, wrócę.

Oczywiście trzymam kciuki, za to żebyś wygrała jeszcze raz loterię.

Tak to jest wielki plan i będę próbować do ostatnich moich sił, i spróbuję, bo to jest, schodzi się najpierw z tego Kanionu, do tego hostelu, gdzie jest całe jedzenie, wszystko trzeba zamówić wcześniej, żeby na Ciebie czekało, no i później trzeba się samemu wydostać z tego Kanionu. Bo to jest tylko droga na piechotę lub mułem.

Bardzo ciekawie to brzmi, nie wiedziałam, że są takie opcje, że tak można. Ja tylko zawsze podziwiam zdjęcia ludzi, którzy sobie robią tam prawda nad tym Kanionem, są takie piękne ujęcia tych czerwonych, żółto czerwone kolorów, ale o spaniu na dnie Kanionu, to naprawdę bardzo interesujące co mówisz. Dlatego mocno trzymam za ciebie kciuki, żeby udało Ci się wygrać tę loterię jeszcze raz. I żeby już żadnej pandemii i nic więcej nie przeszkodziło.

Będę próbować, cały czas śledzę tę stronę, to jest moje marzenie, pewnie za dwa lata, bo loterię trzeba wygrać prawie rok wcześniej, ale jestem bardzo cierpliwą osobą, także mój wielki plan, więc i moje marzenie.

Super, bardzo trzymam mocno za ciebie kciuki i bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę za to, że dzisiaj z nami tutaj byłaś. A ja tylko przypomnę, że naszą gościnią była Marta Mikłaszewicz, stypendystka programu Fulbrighta.

Bardzo Ci dziękuję.

Related Posts
Loading...
Skip to content