75 lat Programu Fulbrighta: Katarzyna Dziubalska-Kołaczyk

  • Aleksandra Szaniawska
  • 75-lecie, Aktualności
  • Brak komentarzy
Katarzyna Dziubalska-Kołaczyk

Drugą absolwentką, której sylwetkę prezentujemy w ramach obchodów 75-lecia istnienia Programu Fulbrighta na świecie (temat przewodni maja – ‘Advancements and Awards’) jest prof. Katarzyna Dziubalska-Kołaczyk. W wywiadzie przeprowadzonym przez naszą Fulbrighterkę i dziennikarkę Joannę Sochę, Dziubalska-Kołaczyk opowiada o swoich badaniach w dziedzinie językoznawstwa oraz w jaki sposób pobyt na stypendium Fulbrighta na Uniwersytecie Hawajskim w Manoa, w Honolulu wpłynął na jej rozwój naukowy i osobisty. Zapraszamy do lektury!

Aż 90% języków świata zniknie w ciągu 100 lat – ostrzega językoznawczyni Katarzyna Dziubalska-Kołaczyk, prorektorka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu kierująca Szkołą Nauk o Języku i Literaturze. Dlatego trzeba czerpać z różnorodności, póki możemy – przekonuje i opowiada o pobycie na stypendium Fulbrighta na Hawajach i niezwykłych doświadczeniach naukowych i życiowych.

Rozmawia Joanna Socha, absolwentka Programu Fulbrighta

Dlaczego postanowiła pani aplikować o stypendium Fulbrighta?

Z wykształcenia jestem językoznawczynią. Studiowałam filologię angielską ze specjalizacją językoznawstwo w Poznaniu w Instytucie Filologii Angielskiej. Od lat w naszej społeczności wydziałowej mówiło się, że Fulbright jest jednym z najbardziej prestiżowych i cennych stypendiów na świecie. Wiele osób z UAM otrzymało już wcześniej stypendium Fulbrighta, więc dla mnie było jasne, że jest to program, o który warto walczyć.

Z kolei wybór Uniwersytetu Hawajskiego wynikał z moich zainteresowań naukowych.  

Interesuję się głównie fonetyką i fonologią, czyli nauką o dźwiękach. Fascynuje mnie językoznawstwo naturalne. Twórcami fonologii naturalnej jest dwoje naukowców amerykańskich: David Stampe i Patricia Donegan, profesorowie na Uniwersytecie Hawajskim w Manoa, w Honolulu – miejscu z pewnością oryginalnym, bo większości kojarzącym się z surfingiem. Natomiast mało kto wie, że Hawaje to raj dla językoznawcy! To właśnie w rejonie Pacyfiku znajduje się ok. 1400 języków świata. Na całym świecie jest ich ok. 7000. Tylko w samym Honolulu jednego dnia możemy usłyszeć nawet 100 języków, w związku z czym mamy do czynienia z niesamowitą różnorodnością. Uznałam zatem, że najlepiej jest jechać do źródła, czyli działać wśród ludzi, którzy stworzyli model, w który sama wierzę.

W jakich latach była pani na programie?

W latach 2001-2002. Szczególny okres, bo 11 września 2001 nastąpił atak na World Trade Center. Ogromna tragedia. Ja już wtedy byłam na Hawajach, ale martwiłam się jak to wpłynie na mój pobyt na miejscu, co będzie dalej, a może trzeba będzie wracać? I rzeczywiście przez jakiś czas ruch samolotów był wstrzymany a Pearl Harbor zamknięto tego samego dnia.

Czy miała pani sieć kontaktów na Hawajach zanim wyjechała na program?

Niewielką. Utrzymywałam kontakt z Patricią i Davidem, miałam od nich zaproszenie. Patricia pomagała mi znaleźć mieszkanie. Miałam też koleżankę doktorantkę na miejscu.

Natomiast bardzo doceniam to, że mogłam pojechać tam z rodziną. Moje córki przebywały ze mną w USA, mój mąż odwiedził nas kilka razy w ciągu tego roku.

 Z jakimi wyzwaniami zmierzyła się pani w nowym miejscu?

Na początku musiałam uregulować wiele spraw formalnych, ale to chyba coś normalnego. Trochę większym wyzwaniem było znalezienie liceum dla jednej z córek. W przypadku młodszej, która była w wieku gimnazjalnym, nie było problemu ze znalezieniem szkoły, bo w okolicy funkcjonowała bardzo dobra szkoła publiczna. Liceum w naszym sąsiedztwie nie miało jednak dobrych recenzji, a na prywatną szkołę nie było mnie stać. W USA trafia się do szkoły w zależności od adresu zamieszkania. Więc musiałam się mocno postarać, by córkę przyjęto do dobrej szkoły publicznej oddalonej od naszego miejsca zamieszkania: przekonałam dyrektorkę tej placówki, że zasługujemy na tzw. „geographic exception” ze względu na to, że byłam gościem Department of State. Moje starania okazały się owocne. Ciekawostka: do tej samej szkoły w tym samym czasie chodził Bruno Mars! Obie dziewczyny były zachwycone szkołami i przez cały ten okres prowadziły w rankingach.

Poza tym drobnym wyzwaniem, cały wyjazd wspominam zdecydowanie pozytywne. Samo pojęcie „aloha”, które jest znane z Hawajów, ma wiele pozytywnych znaczeń. Może odnosić się do pozdrowienia, ale też miłości, przyjaźni itd. Słowem „aloha” można też kończyć maila. Atmosferę „aloha” czuje się tam na każdym kroku.

A jak fakt przebywania na programie z dziećmi wpłynął na pani doświadczenia?

Zdecydowanie mi pomógł. Fakt, że córki były przy mnie dawał mi więcej spokoju. Poza tym czułam, że robię coś fajnego nie tylko dla siebie, ale też dla nich. Cieszę się także, że mojemu mężowi udało się nas odwiedzić cztery razy.

Jakie badania przeprowadzała pani na miejscu?

Pracowałam nad publikacją dotyczącą fonologii bez sylaby. Moim zdaniem, sylaba, o której uczymy się od małego nie jest podstawową jednostką organizacji dźwięków. Bardziej podstawowy poziom opiera się na bitach i wiązaniach, bity to samogłoski, a z nimi łączą się spółgłoski. W związku z tym to nie sylaba jest podstawową jednostką. Wiele języków na wyspach Pacyfiku ma właśnie prostą strukturę, składającą się z sekwencji zbitek samogłoska – spółgłoska (CV = Consonant Vowel). Mogłam zatem stamtąd czerpać przykłady. No i pogłębiać swoje zainteresowania fonotaktyką, czyli zasadami łączenia się głosek w sekwencje. Fakt, że w języku polskim mamy takie wyrazy jak trzmiel, czy przestępstw z pstrągiem – te słowa są wręcz niemożliwe do wymówienia dla osób z wielu państw świata, takich jak chociażby Japonia. To właśnie mnie interesuje.

Część moich badań opierała się na nagraniu wypowiedzi około pięćdziesięciorga dzieci mówiących różnymi językami w szkole mojej młodszej córki. Miały one za zadanie przeczytać zdania, które zawierały sztucznie stworzone słowa. Chciałam się dowiedzieć, jak te dzieci radzą sobie z różnymi zbitkami samogłosek i spółgłosek.

Dzięki moim doświadczeniom z programu powstała książka przedstawiająca fonologię bez sylaby, która później się stała się książką profesorską, jako że w 2003 roku otrzymałam tytuł profesora. Opublikowałam też kilka artykułów naukowych.

Czy to właśnie były pani konkretne cele dotyczący wyjazdu do USA – napisanie książki, opublikowanie artykułów?

Owszem, przyświecała mi myśl o napisaniu książki, ale tam jej jeszcze nie pisałam. Skupiałam się raczej na pogłębianiu wiedzy i dyskutowaniu.

Miałam również wstępną ideę na temat, chciałam gromadzić argumenty „przeciw” sylabie.

Wydaje się, że pobyt spełnił pani oczekiwania.

Zdecydowanie. Wyjazd ten wspominam jako jedno z lepszych doświadczeń życiowych z kilku powodów: cel naukowy został spełniony, bo miałam okazje pracować z twórcami teorii, do której się wcześniej przekonałam. W dodatku na tej podstawie powstały książki, artykuły, podjęłam dalszą współpracę naukową z wieloma osobami.

Odniosłam też korzyści niezwiązane z nauką. Funkcjonowałam w niesamowicie różnorodnym świecie, co jest dla mnie niezwykle istotne. Po prostu uważam, że różnorodność jest bogactwem a monotonia jest bardzo regresywna. Progres następuje, gdy ludzie się mieszają, na wszelkie sposoby.

Do tego wszystkiego byłam na Hawajach, funkcjonowałam w przepięknych słonecznych miejscach. Czego chcieć więcej.

Podobno to dzięki pani wielu amerykańskich stypendystów przyjechało później do Polski, a z drugiej strony – zainspirowała też pani innych na uniwersytecie w Poznaniu, by starali się o stypendium Fulbrighta.

Myślę, że do promocji stypendium przyczynił się mój wykład na temat wymierania języków świata. Pierwszy raz opowiedziałam o tym na konferencji TEDx w Poznaniu. Opowiedziałam między innymi,  że to właśnie Hawaje i różnorodność tego miejsca zachęciły mnie do myślenia o językach świata. Aż 90% języków świata przestanie istnieć w ciągu najbliższych 100 lat. To jest katastrofalne i nie do uniknięcia, więc starajmy się jak najwięcej o nich dowiedzieć i korzystać z tej różnorodności, dopóki możemy. Rolą językoznawcy jest jak najwięcej opisać, zachować, zarchiwizować, by wiedza o językach i kulturze mówców jak też wiedza zawarta w językach przetrwała. Jednak sam pobyt na stypendium zachęcił mnie by stworzyć szersze możliwości przyjmowania stypendystów z USA w Poznaniu oraz namawiać podopiecznych i pracowników do aplikowania o Fulbrighta.

Czy utrzymuje pani kontakt z profesorami z USA?

Zarówno Patricia jak i David byli kilka razy w Polsce po moim powrocie. W 2020 roku profesor Stampe niestety zmarł, natomiast cały czas jestem w kontakcie z Patricią Donegan i nawet pracujemy nad wspólną publikacją, która – mamy nadzieję – okaże się przełomem jeśli chodzi o teorię językoznawstwa naturalnego.

Loading...